|
2007.11.10 | Wisłoka Dębica- Resovia 2:2 (2:1)
|
17' Królikowski, 30' Mateusz Wolański- 21'
Jędrusiak (s.), 90' Walaszczyk (k)
Wisłoka:
Zarychta, Michał Wolański, Jędrusiak,Konrad,
Król,
Królikowski
(84' Zołotar),Smaś,
Kalita, Mariusz Wolański (71' Kleinschmidt), Mateusz Wolański, S. Kantor
(89' Bieszczad)
Resovia: Pietryka,
Mita,Rajzer,
Bogacz, Jakubowski (71' Bąk), Walaszczyk, Domoń (58' Mazurkiewicz),
Zieliński (19' Rozborski), Oślizło (54' Przybyła), Biliński, Hajduk
Sędzia:
Mariusz
Wrażeń z Gorlic. Widzów:
1200
O
tym, że Resovia będzie miała pod górkę wiadomo było grubo przed meczem.
"Pasiakom" rozsypała się linia obrony: Damian Polak pauzował za nadmiar
kartek, Wiesław Kozubek i Rafał Pydych zostali w domach z 38-stopniową
gorączką, Jarosław Mita wyszedł na boisko po kilkunastu dniach rozłąki z
piłką, a Rafał Rajzer z kontuzją. - Grał po zastrzyku, bo jeszcze
dzień przed meczem nie mógł ruszyć nogą - opowiadał trener Maciej
Huzarski. Jakby nieszczęść było mało, na początku meczu Arturowi
Zielińskiemu "strzeliła" torebka stawowa. Zastąpił go Sławomir Rozborski,
który pierwszy raz od wiosny zagrał w ligowym spotkaniu. Wychowanek
Resovii przytył, stracił więc swój największy atut - szybkość. Ilość
strat, jakich dopuścił się w tym spotkaniu oraz przegranych pojedynków
była zatrważająca. Po raz kolejny resoviacy mieli też kłopot z
młodzieżowcami. Kamil Oślizło, choć trudno w to uwierzyć, był słabszy od
Sławomira Przybyły, który przynajmniej robił dużo wiatru.
Przenikliwe zimno, sypiący od czasu do czasu śnieg i błotnista breja, po
której poruszali się piłkarze, wpłynęły na jakość meczu. Oglądaliśmy
głównie bezpardonową walkę, mnóstwo fauli i pomyłek, które na tym
poziomie nie powinny się zdarzyć. Dość powiedzieć, że wszystkie gole
padły w dziwnych okolicznościach bądź po wybitnie niefortunnych
interwencjach. Wrażeń dostarczył za to sędzia, od tego sezonu prowadzący
spotkania III ligi. - Beznadziejny był - zgodnie przyznawali
trenerzy Wisłoki i Resovii. Gospodarze najwięcej pretensji mieli o
sytuację z 91 minuty, gdy arbiter podyktował "11" za dotknięcie piłki
ręką przez Waldemara Jędrusiaka. Goście utrzymywali, że karny należał
się im znacznie wcześniej, za faul tegoż Jędrusiaka na Sebastianie
Hajduku. Protestowali również, gdy liniowy nie uznał gola na 2-2,
pokazując spalonego.
- Nie posiadamy indywidualności na miarę Mirka Kality i Mateusza
Wolańskiego. Każdy z nich potrafi rozstrzygnąć o losach meczu -
przyznawał przed pierwszym gwizdkiem II trener Resovii, Marek Kramarz.
Wiedział, co mówi. Wolański miał udział przy pierwszej bramce, drugą
zdobył po świetnym podaniu od Kality. Instynktu strzeleckiego zabrakło
natomiast Sławomirowi Kantorowi, który w 83 minucie w sytuacji sam na
sam z Marcinem Pietryką zachował się najgorzej, jak mógł, trafiając w
niego. Chwilę później w brodę pluł sobie najbardziej doświadczony
piłkarz Resovii Maciej Biliński, który po zagraniu Łukasza Bąka
"główkował" z 4 metrów w ręce Marcina Zarychty.
Od 70 minuty Resovia grała trzema obrońcami i trzema napastnikami, co
stwarzało Wisłoce okazje do kontrataków. Jednak korzyści nie było z tego
żadnych, bo gospodarzom albo brakowało precyzji, albo pomysłu na
wykończenie akcji.
|
Dziennik Polski |
2007.10.28 | Stal Rzeszów- Resovia 1:0 (1:0)
|
19' Jędryas
Stal:Petrykowski,
Nizioł (73' Adranowicz), Emeka,Duda,
Tyrpuła (2'Hus),
Niemczyk, Reiman,Kloc,
Szymański,Jędryas
(57' Wolański),Quaye
(79 'Wójcik)
Resovia: Pietryka,Polak,
Rajzer (70' Mazurkiewicz), Kozubek, Bogacz, Grabowski (46' Zieliński),
Walaszczyk (58' Jakubowski), Domoń (68'Bąk),Przybyła,
Biliński, Hajduk
Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków) Widzów: 4200
Długo
oczekiwane derby nie przyniosły spodziewanych emocji, oczywiście w
kategorii ich poziomu gry. Za to zgodnie z przewidywaniami nie brakowało
walki na całej długości i szerokości boiska. Godnym podkreślenia jest
także fakt, że kibice obu zespołów zachowali się bardzo dobrze. Nie było
incydentów zarówno na stadionie jak i poza nim. Godzinę przed
rozpoczęciem spotkania obiekt przy ul. Hetmańskiej był już pieczołowicie
zabezpieczony przez trzy firmy ochroniarskie i policję.
Piłkarze Resovii pojawili się na stadionie godzinę przed rozpoczęciem
meczu. Trener Maciej Huzarski, notabene wychowanek rzeszowskiej Stali,
wraz z drugim szkoleniowcem Markiem Kramarzem zarządzili krótką odprawę.
Jasno wynikało z niej, że Resovia postawi na ofensywny styl gry. Jego
kolega po fachu, Andrzej Szymański, z którym wspólnie występowali w
Stali, swoim podopiecznym przekazał podobne uwagi taktyczne. Kiedy
piłkarze obu zespołów udali się na rozgrzewkę, trenerzy przyjaźnie
przywitali się, po czym podążyli do swoich ekip.
Nie upłynęły dwie minuty, a już był pierwszy pechowiec derbowej
potyczki, którym okazał się Konrad Tyrpuła. Obrońca Stali tak
niefortunnie interweniował, że naciągnął mięsień dwugłowy i boisko
musiał opuścić na noszach. Trener Szymański energicznym gestem wskazał
16-letniemu Krzysztofowi Husowi, by natychmiast był gotowy do gry.
Ciężar gatunkowy tego spotkania wychowanek Stali zniósł świetnie. W
całym meczu nie popełnił błędu, a przecież dotychczasową piętą
achillesową w grze stalowców była defensywa. To właśnie na jej błędy
liczyli resoviacy, którzy przecież mieli świetnie rozpracowanego rywala.
Początek należał do biało-niebieskich. W 12 min po dośrodkowaniu
Jędryasa na dogodnej pozycji strzeleckiej znalazł się Quaye, którego w
ostatniej chwili ubiegł Polak. Dwie minuty później Quaye prostopadłym
podaniem uruchomił Szymańskiego, ten pomknął z piłką i mając przed sobą
jedynie Pietrykę, chybił. Za to w 19 min w sektorach gospodarzy
zapanował szał radości, a wszystko to za sprawą rok starszego od
Krzysztofa Husa Mateusza Jędryasa.
Po objęciu prowadzenia gospodarze jakby się trochę cofnęli, zaczęli
bronić wyniku. Resoviacy poszli za ciosem, ale bez spodziewanego
rezultatu. Resovia była częściej w posiadaniu piłki, dwukrotnie
Petrykowskiego starał się zaskoczyć Walaszczyk, jednak jego strzały były
mało precyzyjne. Wydawało się, że po zmianie stron gra nabierze
rumieńców. Nic z tych rzeczy. Typowy mecz walki w środkowej strefie
boiska. Od 60 min Resovia grała już tylko trzema obrońcami, stawiając na
atak, który jednak był bardzo chaotyczny. Resovia najlepszej okazji nie
wykorzystała w 56 min, kiedy to Walaszczyk starał się zakończyć
Petrykowskiego, natomiast w 84 min po podaniu Zielińskiego Biliński
przestrzelił z kilku metrów. Stal już w doliczonym czasie gry mogła
podwyższyć wynik, ale akcji Adranowicza nie wykończył żaden z kolegów
|
Dziennik Polski |
2007.10.24 | Jedność Niechobrz- Resovia Rzeszów 1:2 (0:1)
Puchar Polski
|
65'
Bekierski - 40' Przybyła, 53'
Mazurkiewicz
Jedność:Ł. Kalandyk,
Pieniążek, Nalepa, Warzybok (57' Baran), Wróbel, Wiercioch (59' Zyga),
Kłeczek, Madera, Lelek (46' Pietrucha), Grzebyk (46' Kucharzyk),
Bekierski
Resovia: Król,Pydych,
Wojtowicz, Rajzer (46' M. Bogacz), Oślizło, Przybyła (46' Grabowski),
Barłowski, Zieliński (46' Bąk), Jakubowski (46' Mita), Mazurkiewicz,
Rozborski.
Sędzia: Łukasz Strzępek (Rzeszów)
Tradycją
już stał się fakt, ze w Pucharze Polski rzeszowskie "pasiaki" trafiły na
drużynę Jedności Niechobrz. Dzisiejszy mecz był trzecim, pucharowym spotkaniem Resovii
i Jedności w ostatnich latach. W trudnych warunkach pogodowych Resovia pokonała
gospodarzy 2-1 i tym samym awansowała do dalszego etapu rozgrywek Pucharu Polski.
Bramkę kontaktową dla gospodarzy strzelił wychowanek Resovii-
Grzegorz Bekierski. Bramki dla Resovii strzelili Przybyła, po
dośrodkowaniu Jakubowskiego i Mazurkiewicz. W drużynie Resovii bardzo
dobre spotkanie rozegrał Szymon Grabowski. Po jego podaniach kapitalne
okazje do strzelenia goli zmarnował Mazurkiewicz. W końcówce meczu
blisko szczęścia na wyrównanie był Madera.
|
resoviacy.pl |
2007.10.20 | Resovia- Kolejarz Stróże 1:2 (1:0)
|
38' Hajduk, 54'- Stefanik, 84' A.
Basta
Resovia:
Pietryka, Pydych
(83' Rajzer), Bogacz,Kozubek,Polak,
Jakubowski (65' Przybyła), Domoń, Zieliński (61' Bąk),
Walaszczyk (89' Oślizło), Biliński, Hajduk
Kolejarz: Pyskaty, A. Basta,Księżyc,
Prokop, Kalinowski, Drąg (81' D. Basta), Stafanik,Wieczorek,
Giesa
(89'
Haftkowski),
Dudziński (70' Bałuszyński),Sierant
Sędzia: Albert Smalcerz (Tychy)
Widzów: 1100
Kolejarza nie da się pokonać, grając dobrze przez zaledwie 45 minut.
Na drugą połowę meczu wyszła inna Resovia. Bojaźliwa, nie potrafiąca
utrzymać się przy piłce, pozbawiona lidera. Nie pomogły zmiany, bo
Łukasz Bąk był słabszy od Artura Zielińskiego, a Sławomir Przybyła
niemal przewracał się o własne nogi. Od bardziej dotkliwej porażki
Resovię uchronił jej bramkarz Marcin Pietryka, który w fantastyczny
sposób obronił strzały Adama Giesy w 59 i Jarosława Wieczorka (syna
Ryszarda, trenera Górnika Zabrze) w 72 minucie.
W I połowie goście strzelali na bramkę rzeszowian pięciokrotnie, lecz
ani razu celnie. Po zmianie stron poprawili celowniki - Pietryka
uwijał się jak w ukropie, a gole były kwestią czasu. Gospodarze
bronili się rozpaczliwie, wybijając piłki byle dalej od siebie.
Stłamszeni pomocnicy beniaminka biegali za rywalem zupełnie jak w
treningowej grze w dziada, więc o wyprowadzeniu kontrataków trzeba
było zapomnieć. Tylko raz, w 78 minucie, Sebastian Hajduk postraszył
Krzysztofa Pyskatego. Miał jednak trudną pozycję i z woleja uderzył
niecelnie. O bezradności gospodarzy wiele mówi statystyka: resoviacy
faulowali przeciwnika aż 25 razy.
A przecież po pierwszych 45 minutach "pasiaki" miały prawo marzyć o
utarciu nosa faworytowi. Zanim Hajduk wykończył koronkową akcję
zespołu, oglądaliśmy sprint Kamila Walaszczyka, a potem kapitalne
zagranie Macieja Bilińskiego do Hajduka. Napastnik Resovii nie wziął
jednak poprawki na doświadczenie Pyskatego, który wyszedł z bramki,
skrócił kąt i odbił piłkę nogą. W rewanżu dobrych okazji nie
wykorzystali Robert Drąg i Giesa.
Resovia nie przegrała z byle kim. Doprawdy, trzeba dużo złej woli,
żeby deprecjonować potencjał Kolejarza. W składzie rzeszowian nie ma
piłkarza, który grał kiedyś w ekstraklasie. Kolejarz ma ich 11!
(Krzysztof Pyskaty, Artur Prokop, Tomasz Księżyc, Robert Drąg, Marcin
Stefanik, Jarosław Wieczorek, Adam Giesa, Marcin Dudziński, Arkadiusz
Bałuszyński, Robert Sierant, Marcin Kiczyński). O byłych
drugoligowcach nie wspominając.
|
Dziennik
Polski |
2007.10.13 | Okocimski Brzesko- Resovia 4:0 (2:0)
|
3' Piotrowicz, 9' Karwat, 82' D.Policht, 90' Baruch
Okocimski: Kasprzycki, Stanula, D.Policht,Ogar,
Mateusz Wawryka,Karwat,
Kostecki (83' Kobylski), Metz, Bednarczyk, Matras (79' Ulas), Piotrowicz
(89' Baruch)
Resovia: Pietryka, Polak (46' Grabowski), Kozubek, Rajzer (46'Mita),
M.Bogacz, Przybyła, Walaszczyk,Domoń,
Jakubowski (46' Zieliński), Bąk, Biliński (75' Mazurkiewicz)
Sędzia: Tomasz
Sydor (Skierniewice)
Po
trzynastu latach Resovia znów została upokorzona przez Okocimskiego. W
1994 roku "pasiaki" spadały z II ligi i przegrały w Brzesku 0-3. W
tamtym meczu grali Marek Kramarz i Maciej Biliński. - Jak widać, to
nie jest dla nas szczęśliwe miejsce - kręcili głowami po zakończeniu
sobotniego spotkania.
Odkąd nogę złamał najlepszy strzelec "piwoszy" Rafał Policht, a
Ireneusz Gryboś wybrał cypryjskie słońce, w ataku Okocimskiego
występuje pomocnik Paweł Piotrowicz. Piłkarz ambitny, ale żaden
wirtuoz. Trener gospodarzy Zbigniew Kordela wystawia go w pierwszej
linii tylko dlatego, że nie znajduje dlań kontrkandydata. - Jednak po
meczu z Resovią wątpliwości odkładam na bok. Paweł grał jak z nut -
stwierdził z odrobiną sarkazmu szkoleniowiec Okocimskiego. Sam
Piotrowicz nie wierzył w swoje szczęście. Nie obchodził urodzin ani
imienin, a mimo to otrzymał od rzeszowian kilka prezentów. Z pierwszym
już po 180 sekundach pospieszyli obrońcy gości oraz bramkarz Marcin
Pietryka, który nie mógł się zdecydować, czy skrócić kąt, czy zostać
na linii. W efekcie fałszywy napastnik biało-zielonych strzelił tuż
przy słupku. W 7 minucie Pietryka zrewanżował się rywalowi, w świetnym
stylu broniąc w sytuacji sam na sam, a dziesięć minut później
Piotrowicz składał się do strzału tak ociężale, że Rafał Rajzer zdążył
zażegnać niebezpieczeństwo.
Resoviacy wyszli na boisko jak za karę. Obrońcy grali tak, jakby nigdy
wcześniej się nie spotkali i jakby żaden z nich nie słyszał o
asekuracji i spalonych. Zagrywane z głębi pola prostopadłe podania do
Piotrowicza i Dariusza Karwata siały w szeregach rzeszowian popłoch.
Golem śmierdziało już w pierwszej akcji Okocimskiego, ale beniaminek
zlekceważył ostrzeżenie. Nie wstrząsnęły nim nawet dwie szybko
stracone bramki. Spali nie tylko obrońcy. Pomocnicy nie potrafili
wymienić między sobą dwóch-trzech podań, całkowicie bezproduktywni
byli dwaj skrzydłowi: Witold Jakubowski i Sławomir Przybyła. Ten drugi
jest młodzieżowcem i spędził na boisku 90 minut tylko dlatego, że nie
było dla niego zmiennika. Napastnik Maciej Biliński cofał się po piłkę
aż pod środkową linię, lecz w pojedynkę niewiele mógł zdziałać. Brak
Sebastiana Hajduka (kartki) był bardzo widoczny, bo partnerujący
"Bilowi" Łukasz Bąk niemal cały mecz przeczłapał w jednym tempie.
To cud, że "pasiaki" nie schodziły na przerwę z bagażem kilku goli. Na
szczęście dla nich, instynktu snajperskiego zabrakło nie tylko
Piotrowiczowi, ale i Karwatowi.
Trener Maciej Huzarski nie miał wyboru i w II połowie postawił
wszystko na jedną kartę. Trzy zmiany dokonane w przerwie poprawiły
jakość gry rzeszowian w ataku, ale korzyści nie przyniosły. W końcówce
gościom przyszło zapłacić za ultraofensywne ustawienie, choć gdyby nie
indywidualne błędy, wynik byłby znośniejszy.
|
Dziennik Polski |
2007.10.06 | Resovia- KSZO Ostrowiec Św. 1:1 (0:0)
|
81'
Biliński- 80' Żelazowski
Resovia:
Pietryka, Polak, Rajzer, Kozubek, Bogacz, Przybyła (66' Pydych), Domoń,
Bąk (69' Zieliński), Jakubowski (75' Grabowski),Biliński
(85' Oślizło),Hajduk
KSZO: Kwapisz,Pawłowski,Woropajew, Kardas,Matuszczyk,Mikołajek, Dziewulski,Kotwa, Frańczak, Pietrzak (75' Madeja),
Żelazowski (90' Ryński)
Sędzia: Andrzej Mrowiec (Kraków) Widzów: 1200
Resoviacy w pojedynku z KSZO mogli już do przerwy zapewnić sobie
zwycięstwo. Nastawieni nieco defensywnie gospodarze raz za razem
kontrowali przyjezdnych, ale żadna z kilku dobrych sytuacji nie
zakończyła się golem. Sam Maciej Biliński mógł trzykrotnie wpisać się
na listę strzelców, ale dwukrotnie przegrał pojedynek sam na sam z
bramkarzem gości, a raz nie trafił z bliska do pustej bramki.
Po zmianie stron goście systematycznie uzyskiwali przewagę nad Resovią.
Udokumentowali to jednak dopiero w 80. minucie, gdy Tomasz Żelazowski
pokonał Marcina Pietrykę. Na szczęście - dla kibiców miejscowych -
gospodarze szybko wyrównali. Po rzucie wolnym, wykonywanym przez
Artura Zielińskiego, Biliński przełamał wreszcie niemoc i trafił do
siatki. W samej końcówce meczu szansę na zapewnienie resoviakom trzech
punktów miał Sebastian Hajduk, ale został sfaulowany przed polem
karnym, a Matuszczyk za ten faul otrzymał czerwoną kartkę. Rzut wolny
wykonywany przez Zielińskiego, wylądował jednak w murze gości.
|
Gazeta Wyborcza |
2007.09.30 | Naprzód Jędrzejów- Resovia 0:1 (0:0)
|
86' Grabowski
Naprzód: Baran, Osiński, Styczeń,Basąg,
Banaszek, Francuz (46' Szota), Pucharowicz, Gajda, Wójcicki,Myśliwy
(65' Laskowski), Fryc (85' Samburski)
Resovia: Pietryka, Bogacz, Rajzer, Kozubek, Polak, Przybyła (75'
Oślizło), Walaszczyk, Domoń (65'Zieliński),
Jakubowski (46'Grabowski),
Hajduk, Biliński (85' Bąk)
Sędzia: Arkadiusz Starobrat (Warszawa)
Dla piłkarzy Resovii
zwycięstwo w Jedrzejowie było czwartą z rzędu wygraną, po której
awansowali na piąte miejsce w tabeli. Zwycięstwo „pasiaków” nie było
łatwe, ale na pewno szczęśliwe. Było do przewidzenia, że miejscowi,
którzy na własnym stadionie nie zdobyli jeszcze punktu zagrają z dużą
determinacją. Obrońcy Resovii mieli kłopoty z powstrzymaniem szybkich
napastników Naprzodu. Na początku meczu to miejscowi byli bliżej zdobycia gola, a
Resovię, po strzałach Gajdy w 1 minucie i Fryca, uratowała poprzeczka.
Resovia groźnie zaatakowała w 20 minucie. Mocny strzał Przybyły obronił
bramkarz Naprzodu, a dobitka Bilińskiego wyszła w pole. W drugiej
połowie „dwoił’ się i „troił” Maciej Biliński, ale jego szarże nie
przynosiły efektu. Gospodarze przeprowadzali coraz groźniejsze ataki, a
Resovia wyczekiwała na kontry. Ożywienie w szeregach Resovii wprowadzili
rezerwowi Bąk i Grabowski. Ten pierwszy w 86 minucie posłał długa piłkę
z lewej strony boiska na pole karne do Hajduka. Napastnik Resovii
wyłożył ją Grabowskiemu i pomocnikowi Resovii nie pozostało nic innego
jak strzelić z rogu pola karnego i pokonać Barana. W 90 minucie meczu
przy stanie 0-1 Marcin Pietryka popisał się niesamowitym refleksem i
odbił piłkę na słupek po strzale Grzegorza Samburskiego. W doliczonym
czasie gry obrońca Naprzodu Basąg nieprzepisowo powstrzymał wychodzącego
„sam na sam z bramkarzem” napastnika Resovii- Hajduka. Za ten faul
otrzymał czerwona kartkę, ale nie miało to już wpływu na przebieg meczu.
|
resoviacy.pl |
2007.09.22 | Resovia- Przebój Wolbrom 3:2 (3:0)
|
10'
Biliński, 17' Hajduk, 43' Jakubowski- 53', 76' (k) Rak
Resovia:Pietryka,
Polak, Rajzer, Bogacz, Kozubek, Przybyła (69' Oślizło), Walaszczyk
(84' Bąk), Domoń, Jakubowski, Biliński (77' Grabowski),Hajduk (89' Wojtowicz)
Przebój: Palczewski, Świder (58' Kańczuga), Szewczyk, Wdowik,Siedlarz,
Twardawa,D. Mielec,
Tomasik,
A. Mielec,
Rak,Górski (74' Żelazny)
Sędzia: Daniel Kruczyński (Katowice)
Dla
resoviaków zwycięstwo z Przebojem było już trzecią wygraną z rzędu.
Podbudowani tak dobrą passą rzeszowianie wyszli mocno skoncentrowani i
już po 45 minutach prowadzili 3:0. W 10. minucie Sebastian Hajduk
wypuścił pięknie Macieja Bilińskiego, a ten pewnie pokonał bramkarza
gości. Siedem minut później na listę strzelców wpisał się sam Hajduk,
który głową wykorzystał dokładne dośrodkowanie z rzutu wolnego Kamila
Walaszczyka.
Najładniejszą bramkę meczu strzelił jednak Witold Jakubowski, który z
rzutu wolnego, z około 30 metrów, uderzył tak precyzyjnie w samo okienko
bramki, że Palczewski był bez szans. Oprócz trzech bramek goście, którzy
w pierwszej połowie nie zmusili Marcina Pietryki do wielkiego wysiłku,
stracili także zawodnika. Tuż przed przerwą drugą żółtą kartkę zobaczył
Adrian Mielec i musiał opuścić boisko.
Po przerwie pewni swego gospodarze mocno spuścili z tonu, a grającym
ambitnie gościom udało się zdobyć dwie bramki. W obu przypadkach za
utratę goli winić można bramkarza Resovii Marcina Pietrykę, który
najpierw w zamieszaniu podbramkowym dał się zaskoczyć Jarosławowi
Rakowi, a później w niegroźnej sytuacji faulował zawodnika gości i
sędzia podyktował rzut karny. Zwycięstwa resoviacy jednak nie dali sobie
już odebrać. - Wygraliśmy trzeci mecz z rzędu, więc nie będę się
doszukiwał mankamentów. My nadal zwyciężamy ambicją i determinacją, ale
do tych cech zaczynają dochodzić coraz ładniejsze akcje i strzały -
podsumował mecz trener Resovii Maciej Huzarski.
|
Gazeta Wyborcza |
2007.09.19 | Hutnik Kraków- Resovia 1:2 (1:0)
|
31' Wasilewski 31'-
53', 66' Hajduk
Hutnik:
Grabowski, Błachacz, Czajka,Kozieł,
Bizoń (82' Dębski), Wasilewski,
Dziadzio
(70' Gładysz),
Świerczyński, Antas,Jarosz, Kajda
(60' Kiwacki)
Resovia: Pietryka,Mita
(46' Kozubek), Rajzer, Bogacz, Polak,Pydych
(46' Przybyła), Domoń,
Bąk (46' Jakubowski),Walaszczyk,
Biliński
(85' Grabowski), Hajduk
Sędzia: Wojciech Sawa (Chełm)
Jeśli ktoś z sympatyków Hutnika miał złudzenia, że będzie on walczył w
tym sezonie o awans, to po wczorajszym meczu na pewno je stracił.
Krakowianie w kompromitującym stylu doznali piątej w ogóle, a czwartej u
siebie porażki i "umocnili" swą pozycję outsidera tabeli. Resovia
zasłużenie odniosła pierwsze - w czwartym meczu - zwycięstwo na
wyjeździe. Hutnik - z III-ligowym debiutantem Jeziorem, a bez
kontuzjowanych Obieraka, Kępy i Świątka oraz mającego anginę Garzeła - w
pierwszej połowie radził sobie całkiem nieźle, ale tylko w środkowej
strefie boiska. Gorzej było ze stwarzaniem sytuacji podbramkowych. Na
dobrą sprawę miał tylko dwie: za pierwszym razem rzut wolny
Wasilewskiego sparował bramkarz gości, za drugim strzał "Wasyla" był już
celny. Wcześniej też dwukrotnie w opałach był golkiper hutników:
Biliński z rzutu wolnego minimalnie chybił, a uderzenie Rajzera
krakowski bramkarz sparował... klatką piersiową. Przełomowa dla losów
meczu okazała się... przerwa. W szatni gości było bardzo "gorąco".
Trener Maciej Huzarski dokonał aż potrójnej zmiany (chciał zmienić tylko
Pydycha i Bąka, ale w ostatniej chwili niedyspozycję zgłosił Mita). Nowi
gracze mieli zbawienny wpływ na grę Resovii. Kozubek wprowadził sporo
spokoju w defensywie, a Przybyła i Jakubowski ożywili ofensywne poczynania
gości. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Dwa gole zdobył Hajduk, a kolejne
okazje mieli Przybyła (strzelił obok słupka) i dwukrotnie Jakubowski (jego
strzały z rzutu wolnego obronił T. Grabowski)
|
Dziennik Polski |
2007.09.15 | Resovia- Oręta Radzyń Podlaski 2:1 (0:0)
|
71', 72 Biliński- 56' Piotrowicz
Resovia: Pietryka, Pydych, Rajzer,Bogacz,
Polak, Jakubowski (62' Grabowski), Domoń, Bąk (80' Mita), Walaszczyk
(55' Przybyła), Biliński (86' Oślizło), Hajduk.
Orlęta: Stężała, Prokopów (74'Skorupski),
Kaczorowski, Ptaszyński (85' Osiak), Budzyński (46'Bojarczuk),
Szewc, Chyła, Pliszka, Piotrowicz, Pacholarz, Panek
Sędzia: Arkadiusz Starobrat z Warszawy
Resovii w tym meczu szło pod górkę dopóki spraw w swoje ręce nie wziął
Maciej Biliński. Już dawno "pasiaki" nie były tak mocno uzależnione od
formy jednego piłkarza. - Dzisiaj nie sposób wyobrazić sobie zespołu
bez Bilińskiego - przyznawał po spotkaniu trener rzeszowian Maciej
Huzarski. Resoviacy nie byli w stanie rozegrać dwóch dobrych meczów w
ciągu tygodnia. Górnikowi Łęczna napędzili stracha i nie wygrali tylko
dlatego, że skuteczność uleciała w siną dal. W sobotę gospodarze
zachowali się jak ligowi wyjadacze - dwa razy w meczu trafili w
światło bramki i zdobyli dwa gole. Przed przerwą szczęścia zabrakło
Bilińskiemu, który z 18 metrów kropnął w poprzeczkę. Orlęta
przyjechały do Rzeszowa po czterech kolejnych zwycięstwach. Wiadomo
było, że poczekają na okazję do kontry, lecz to, iż zagrają tak
asekurancko stanowiło nie lada zaskoczenie. Przez niemal godzinę
drużyna tracąca wówczas do lidera punkt, skonstruowała jedną groźną
akcję nie zakończoną jednak strzałem. Gola zdobyła po tyleż
niespotykanym rajdzie Jarosława Pacholarza, ile trudnej do
wytłumaczenia serii pomyłek rzeszowskich pomocników i obrońców. Strzał
Marka Piotrowicza wieńczący dzieło był pierwszym celnym w meczu!
Jednak Orlęta nie poszły za ciosem, jakby zapominając, że Avia Świdnik
też zapłaciła wysoką cenę za własną nieudolność, choć w pewnym
momencie dzierżyła w dłoni wszystkie atuty. Charakterni gospodarze w
ciągu 90 sekund odrobili straty z nawiązką, a w końcówce Krzysztofa
Stężałę powinni jeszcze pokonać Sebastian Hajduk i Szymon Grabowski.
Szkoleniowcy Resovii przyzwyczaili do tego, że rotują składem. Tym
razem w wyjściowej jedenastce znaleźli się Rafał Pydych i Witold
Jakubowski. Wiesław Kozubek, obrońca, który w meczu z Ładą ujrzał
czerwoną kartkę, nie został w ogóle wpisany do protokołu. - Prowadzący
rozgrywki Lubelski Związek Piłki Nożnej przez 10 dni nie potrafił
zdecydować o karze dla Kozubka. Nie było sensu ryzykować. Jak znam
życie, w poniedziałek otrzymamy pismo, że Wiesiek rzeczywiście musiał
pauzować dwa mecze - opowiadał trener Huzarski. Gdy mecz się kończył,
nad stadionem pojawiła się piękna tęcza. W rzeszowskim obozie wszyscy
uznali ją za dobry omen.
|
Dziennik Polski |
2007.09.08 | Resovia- Górnik Łęczna 1:2 (0:0)
|
Resovia Rzeszów- Górnik Łęczna 1:2
(0:0)
86' Jakubowski - 74' Wagner, 83'
Kępa
Resovia:
Pietryka, Mita, Rajzer,Bogacz,
Polak, Przybyła (85' Oślizło), Domoń, Bąk (88' Grabowski), Walaszczyk (80'
Jakubowski),Hajduk,
Biliński
Górnik Łęczna: Zaremba, Głowacki, Kośmicki,Dudek,Musuła,
Nazaruk (86' Rogowski), Bartoszewicz, Niżnik, Raczkiewicz (46' Kępa),
Michalak (73' Kosiec), Szymanek (46' Wagner)
Sędzia: Sławomir Bilczyński z Radomia
Dwanaście strzałów, stuprocentowe okazje Macieja Bilińskiego, Łukasza
Bąka i Konrada Domonia, słupek po "bombie" Bilińskiego z wolnego,
ogromna ambicja, nieustępliwość i taktyczna dojrzałość - resoviacy
rozegrali najlepszy mecz od miesięcy, a mimo to zeszli z boiska
pokonani. Autorami wszystkich goli byli rezerwowi.
Resovia przeszła zaskakującą metamorfozę, wszak trzy dni wcześniej
doznała klęski w meczu z Ładą (1-5). Trenerzy "pasiaków" wiedzieli, że
coś w drużynie trzeba zmienić i spotkanie z Górnikiem zaczęła inna
jedenastka. Między słupki powrócił Marcin Pietryka, ukaranego czerwoną
kartką Wiesława Kozubka zastąpił na środku obrony Rafał Rajzer. Na
prawej stronie miejsce Rafała Pydycha zajął Jarosław Mita,
rozgrywający Artur Zieliński powędrował na ławkę, a jego zadania
przejął Łukasz Bąk. Ozdrowiał nawet Sławomir Przybyła. Ci, którzy
dostali szansę, wykorzystali ją, choć piłkarze Górnika z pierwszej
części meczu zapamiętają jedno nazwisko: Biliński. As Resovii walczył,
strzelał, wykonywał rzuty wolne i rożne, dośrodkowywał zadziwiająco
sprytnie, z odpowiednią siłą i rotacją. Mógł zostać bohaterem, ale w
27 minucie po akcji Michała Bogacza i Sebastiana Hajduka, z 5 metrów
strzelił nad bramką. Kilkadziesiąt sekund później z wolnego trafił
piłką w słupek! Starszy o rok od gwiazdy Górnika Rafała Niżnika,
34-letni rzeszowianin tuż po zmianie stron podał idealnie na głowę do
Bąka, lecz ten fatalnie przestrzelił.
Goście budzili się powoli, ale gdy już znaleźli się w polu karnym
Resovii, wiedzieli co robić z piłką. Pod koniec I połowy gospodarzy po
uderzeniu Niżnika uratował refleks Pietryki, który sparował futbolówkę
na poprzeczkę. Za chwilę groźnie "główkował" Tomasz Dudek.
Górnik nie przypominał faworyta do awansu, słabo grali jego pomocnicy,
najlepszy strzelec ligi Grzegorz Szymanek dwa razy dotknął piłki.
Dlatego trener Krzysztof Chrobak zareagował. W bój posłał dwóch
napastników Roberta Wagnera i Łukasza Kępę, Niżnika ustawił za nimi, a
Sławomira Nazaruka przekonał, by wreszcie zrobił użytek ze swojej
szybkości i doświadczenia. Poskutkowało. Niedawny I-ligowiec gola
zdobył w okresie przewagi Resovii, a potem poszedł za ciosem i dopiął
swego. Już wcześniej wydawało się, że gospodarzom zaczyna brakować
sił, ale trener Maciej Huzarski zwlekał ze zmianami. Górnik zagrał
najsłabszy mecz w sezonie, jednak z Rzeszowa wyjechał z tarczą. I na
tym polega różnica, między drużyną złożoną z III-ligowych debiutantów,
a piłkarzami, dla których ekstraklasa to bułka z masłem.
|
Dziennik Polski |
2007.09.05 | Łada Biłgoraj- Resovia 5:1 (2:0)
|
18' Farotimi,
44' 89' Białek, 73' Skrzypek (k), 83' Muszyński - 79' Walaszczyk (k)
Łada: Bihun, Skrzypek,Grzegorczyk,
Sawczuk,Bartecki,Farotimi,
Sadowski (84' Kukiełka), Chomicz, Fulara (70' Muszyński), Zarczuk (88' Popajewski),Białek (88' Pietak)
Resovia: Król, Pydych (46' Mita),Kozubek,
Bogacz, Polak, Jakubowski (46' Grabowski),
Domoń,
Zieliński (46' Bąk), Walaszczyk, Biliński, Hajduk
Sędzia: Tomasz Marynowski z Ostrowca Świętokrzyskiego.
Piłkarze
Łady już po pierwszej połowie prowadzili z Resovią 2:0. W 18. minucie
Damian Farotimi wykorzystał dośrodkowanie Ernesta Chomicza i -
nieupilnowany przez Damiana Polaka - skierował piłkę w krótki róg bramki
rzeszowian. Była to niemalże dokładna kopia akcji z początku meczu,
jednak wtedy główkował Wojciech Białek, a piłkę złapał Tomasz Król,
który w tym meczu zastąpił w bramce Resovii Marcina Pietrykę. - Chciałem
dać szansę Tomkowi - tłumaczył po meczu Maciej Huzarski, trener
rzeszowian.
Tuż przed końcem pierwszej połowy Białek miał kolejną doskonałą okazję,
ale po błędzie Michała Bogacza napastnik Łady fatalnie skiksował. Jednak
chwilę później mógł się cieszyć ze zdobycia gola. Tym razem poślizgnął
się Witold Jakubowski, a Białek strzałem z 10 metrów pod poprzeczkę nie
dał szans Królowi. Resovia w pierwszej połowie oddała tylko jeden
strzał, ale uderzenie Jakubowskiego z 18 metrów obronił Marek Bihun.
W przerwie Huzarski dokonał trzech zmian, co przyniosło efekt w postaci
lepszej gry Resovii. Jednak pojedynek stał się też bardziej nerwowy, w
czym duża zasługa sędziego, który nie panował nad wydarzeniami na
boisku. Już chwilę po wznowieniu gry Patryk Grzegorczyk sfaulował
wychodzącego sam na sam Sebastiana Hajduka, za co otrzymał tylko żółtą
kartkę. Rzeszowianie mieli kolejne dobre okazje, ale brakowało
skuteczności, natomiast gospodarze groźnie kontratakowali.
W 73. minucie Wiesław Kozubek za lekko podawał do Króla. Piłkę przejął
Białek, którego obrońca Resovii powalił w polu karnym na murawę. Król
obronił strzał z 11 metrów w wykonaniu Sebastiana Skrzypka, ale
sędzia... nakazał powtórkę, którą tym razem obrońca Łady zamienił na
gola. Sześć minut później arbiter podyktował niesłuszną jedenastkę dla
Resovii, którą na honorowe trafienie zamienił Kamil Walaszczyk. W
końcówce meczu najpierw fatalny błąd Damiana Polaka wykorzystał Radosław
Muszyński, a wynik meczu ustalił Białek, który w sytuacji sam na sam nie
dał szans Królowi.
|
Dziennik Polski |
2007.09.01 | Resovia- Avia Świdnik 3:2 (1:0)
|
12'
Hajduk', 71' Jakubowski, 86' Biliński- 61' 70' Pranagal
Resovia:
Pietryka, Pydych, Kozubek, Bogacz,Polak,
Jakubowski, A. Zieliński (68' Grabowski), Domoń (75' Bąk), Walaszczyk, Przybyła (65' Biliński),Hajduk (89'
Oślizło)
Avia: Mazur, Cyranowski (46' Rusiecki),Maciejewski,
Paździor (88' Boniaszczuk), Kubiak, Kleszcz, K. Zieliński, Bugała (59'
Chmielnicki), Gralewski, Pranagal, Tomczuk
Sędziował: Artur Lewandowski z Krakowa
Pięć kolejek przyszło czekać
rzeszowskim kibicom na pierwsze w tym sezonie zwycięstwo Resovii.
Nastąpiło ono w bardzo ważnym momencie, albowiem przegrana w obliczu
bardzo trudnych konfrontacji z Górnikiem Łęczna oraz Ładą Biłgoraj
postawiłaby gospodarzy w arcytrudnym położeniu. W tym meczu Resovia
pokazała swój charakter i najważniejsze, że potrafiła się podnieść z
desek, kiedy przegrywając 1-2 zdołała odrobić straty. Ba, była nawet
szansa na jeszcze bardziej efektowne zwycięstwo. Przed meczem nie
brakowało opinii, że w przypadku oddania punktów rywalowi, z posadą
trenera może pożegnać się Maciej Huzarski, chociaż w trakcie
pomeczowej konferencji rzeszowski szkoleniowiec zaprzeczał tego typu
doniesieniom. Faktem jest, że poczynione przez niego zmiany okazały
się strzałem w przysłowiową dziesiątkę. I to w sporej mierze dzięki
nim Resovia mogła cieszyć się z wygranej. Podczas odprawy Maciej
Huzarski uczulał swoich podopiecznych, aby grali szybko, agresywnie, a
nade wszystko nie faulowali rywala w obrębie pola karnego. - Moja
obrona to piłkarze, którzy grali w czwartej lidze i żaden z nich nie
występował wcześniej w trzeciej. Musiałem więc zwrócić uwagę na to,
aby nie popełniali błędów. Zestawienie defensywy jest eksperymentalne.
Ci chłopcy dopiero uczą się gry, cwaniactwa i obycia, a na to potrzeba
czasu. A ponieważ kadra jest jaka jest, więc zostali od razu rzuceni
na głębokie wody - mówił później trener Resovii. Pierwsze dwadzieścia
minut zdecydowanie należał do gospodarzy. Grali tak jak wymagał tego
od nich szkoleniowiec i już po 12 minutach za sprawą Hajduka objęli
prowadzenie. Szkoda, że nie poszli za ciosem. W 34 min ten sam piłkarz
mógł podwyższyć na 2-0, ale zamiast spokojnie przenieść piłkę nad
leżącym już bramkarzem, trafił prosto w niego. Wydawało się, że w
drugiej części Resovia nadal będzie przeważać, tymczasem młodzi gracze
beniaminka zupełnie oddali inicjatywę rywalowi i na efekty nie
przyszło długo czekać. Doświadczony Paweł Pranagal zaliczył dwa
trafienia i było już bardzo nieciekawie. Praktycznie do 70 min
defensywa Resovii popełniała seryjne błędy i jakby nie wyciągając
wniosków z tego, co uczynił wspomniany Pranagal, nadal pozostawiła mu
sporo swobody. Na całe szczęście również i tego typu rutyniarzom
przytrafiają się kiksy w czystych pozycji strzeleckich. A te, jak
głosi stare przysłowie piłkarskie, mszczą się podwójnie. Kiedy na
placu gry pojawił się nestor "pasiaków" Maciej Biliński, gra Resovii
momentalnie nabrała rumieńców. Przede wszystkim pod bramką Mazura
zaczynało dochodzić do gorących spięć. W tym miejscu należałoby zadać
sobie pytanie, jak to jest możliwe, że piłkarz, który jeszcze w piątek
nie trenował na pełnych obrotach, był jedną z najjaśniejszych postaci
swojej drużyny. Wystąpił na własną odpowiedzialność, albowiem kontuzja
mięśnia brzucha nie należy do przyjemnych. Ba, wyjątkowo uciążliwych i
bolesnych, a jej ewentualne odnowienie się mogłoby pokrzyżować plany
taktyczne trenerowi Huzarskiemu. Na szczęście skończyło się
szczęśliwie, a popularny "Bilu" pociągnął za sobą resztę drużyny. -
Ani na moment nie wątpiliśmy w to, że odrobimy straty - powiedział po
meczu strzelec zwycięskiej bramki.
Działacze sekcji piłki nożnej czynią starania, aby nadać tytuły
honorowych obywateli miasta byłym piłkarzom (reprezentantom Polski) -
Marianowi Łączowi (już nie żyje) i Tadeuszowi Hogendorfowi, który do
dziś odwiedza stadion Resovii.
|
Dziennik Polski
|
2007.08.25 | Wierna Małogoszcz- Resovia 0:0
|
Wierna: Wróblewski,Bętkowski,
Gołąbek,Bień,
Piotrowski, Piwowarczyk (86' Stanek), Grzyb,Lniany,Kita
(70'Kowalski),
Paździor (16' Trybek), Kubicki (77' Hajduk)
Resovia: Pietryka, Pydych, M. Bogacz,Kozubek,
Polak, Grabowski (62' Jakubowski), Zieliński, Domoń (76' Rajzer),
Walaszczyk, Przybyła, S. Hajduk (82' Bąk)
Sędzia: Witold Romanowski z Wadowic
Rzeszowianie zaprezentowali się dojrzalej od gospodarzy i pewnie gdyby
nie kontuzje napastników Macieja Bilińskiego i Piotra Mazurkiewicza,
cieszyliby się z pierwszego kompletu punktów. Brak "strzelb" był
bowiem bardzo widoczny. Wierna w każdym z dotychczasowych spotkań
bramki zdobywała, ale w sobotę nie była w stanie znaleźć sposobu na
defensywę beniaminka, w której pojawił się wicemistrz Polski juniorów
ze Stalą Mielec Rafał Pydych. - Musieliśmy coś zmienić w składzie.
Rafał zagrał dobrze, tak jak cała formacja. Tradycyjnie kotłowało się
jedynie, gdy gospodarze bili rzuty wolne i rożne - opowiadał
szkoleniowiec "pasiaków" Maciej Huzarski. W 58 minucie po
dośrodkowaniu z kornera, głową uderzał Marek Gołąbek, ale bramkarz
Resovii zachował odpowiednią czujność. Marcin Pietryka popracował też
na początku spotkania, kiedy zatrzymał uderzenia Tomasza Paździora i
Łukasza Piwowarczyka. Od pierwszej minuty zagrał pomocnik Resovii
Szymon Grabowski, natomiast Sławomir Przybyła wspierał w ataku
Sebastiana Hajduka. Przybyła ruchliwy był jak zawsze, ale w jego
poczynaniach wreszcie zagościła rozwaga. Miejscowym dawał się też we
znaki najbardziej doświadczony na boisku Artur Zieliński. Piłkarze
Wiernej chyba nie spodziewali się, iż trafią na rywala, który mimo
kłopotów kadrowych i kiepskiego startu będzie grał tak otwarty futbol.
- To nie do końca tak. Spodziewaliśmy się ciężkiego boju, bo przecież
Resovia miała wystarczająco dużo motywacji - tłumaczył szkoleniowiec
Wiernej Cezary Ruszkowski - Mieliśmy swoje sytuacje, ale jeśli się ich
nie wykorzystuje, to trzeba umieć zremisować. Bohaterem połowy
Rzeszowa mógł zostać Łukasz Bąk, ale tuż po tym jak wszedł na murawę,
"główkował" nad bramką gospodarzy.
|
Dziennik Polski |
2007.08.18 | Resovia- Górnik Wieliczka 0:1 (0:1)
|
41' Lipecki
Resovia:
Pietryka, Bogacz, Kozubek, Rajzer (75' Bąk), Polak,
Przybyła (63' Oślizło), Domoń (60' Jakubowski), Zieliński, Walaszczyk,
Hajduk, Biliński (15' Grabowski)
Górnik: Paluch, Powroźnik, Górski,Piszczek,Malik
(46' Miękina),Gruszka
(79' Wojcieszyński),
Nowak, Musiał,Lipecki,
Skiba (46' Pawłowicz), Imiołek (70' Sendorek)
Sędzia: Michał Zając (Katowice)
Resovia
i Górnik sezon rozpoczęły w taki sam sposób: od remisu i porażki.
Dlatego przed meczem z ust trenerów najczęściej padało słowo
"przełamanie". Jednym i drugim zwycięstwo potrzebne było do odzyskania
równowagi i wiary we własne możliwości. Po 90 minutach okazało się, że
na właściwą drogę wkracza Górnik. Tak przynajmniej utrzymywał jego
opiekun Robert Kasperczyk. - To był mecz, na który czekaliśmy. Teraz
może być już tylko lepiej - cieszył się. Trzy lata temu Kasperczyk
przyjechał na stadion przy ul. Wyspiańskiego z Hutnikiem i przegrał 0-3.
W lipcu Resovia pokonała kończącego zgrupowanie Górnika również 3-0,
lecz w sobotę nie była w stanie strzelić choćby jednego gola. Sytuacje
miała na początku meczu, za sprawa Artura Zielińskiego, który w
niekonwencjonalny sposób zagrywał z rzutów wolnych i podawał z głębi
pola. Co z tego jednak, skoro Wiesław Kozubek nie sięgnął piłki, a przy próbie Damiana Polaka klasę
pokazał Łukasz Paluch. W 6 min powinno być 1-0, lecz doświadczony Maciej
Biliński stracił głowę i zbyt pochopnie zdecydował się lobować
bramkarza. Paluch jeszcze tylko raz, na początku II połowy, przy
uderzeniu Szymona Grabowskiego musiał się wykazać umiejętnościami. Czy
spotkanie z Resovią utoruje mu drogę do bramki Górnika? - Jesteśmy w
sytuacji komfortowej, bo posiadamy dwóch równorzędnych bramkarzy -
odpowiadał dyplomatycznie trener Kasperczyk. - Waldek Sotnicki z Avią i
Ładą nie grał źle, ale czasem trzeba dokonać roszad. To była zmiana
psychologiczna - dodał. Zmian było zresztą więcej. W Resovii miejsce
kontuzjowanego kapitana Jarosława Mity zajął Rafał Rajzer. Mita grał na
boku obrony, Rajzera trener Maciej Huzarski ustawił na środku i nie był
to chyba dobry pomysł. Sebastianowi Hajdukowi w ataku partnerował
Biliński, ale tylko przez kwadrans, bo nabawił się przykrej kontuzji. Z
kolei w ekipie Górnika, pod nieobecność Mateusza Kędziora, parę stoperów
tworzyli Łukasz Górski i Bartłomiej Piszczek.
Mecz rozczarował. Przeprowadzenie akcji złożonej z kilku celnych podań
dla rzeszowian jest wciąż nieosiągalne. Niepokoi postawa pomocników,
zwłaszcza Konrada Domonia, który w spotkaniu z Górnikiem okazał się
całkowicie bezproduktywny. Natomiast absencja Piotra Mazurkiewicza i
Bilińskiego powoduje, ze beniaminek w przodzie zupełnie nie ma kim
straszyć. Sławomir Przybyła najchętniej kiwałby się jak na podwórku,
Hajdukowi trzeba dograć piłkę "na nos", bo sam nie jest w stanie niczego
skonstruować a Łukasz Bąk dobry jest na czwartą ligę. Jeśli druga linia
Resovii w porę się nie obudzi, drużyna może mieć kłopot ze zdobywaniem
goli. Na tle walczących z własnymi słabościami gospodarzy, Górnik
prezentował się dużo dojrzalej. Ale jego skuteczność wołała o pomstę. Z
kilku metrów w bramkę nie trafiali Górski, Piotr Gruszka i Marcin
Imiołek. Za to akcja, po której padł gol, była przedniej urody.
|
Dziennik Polski
|
2007.08.15 | Sandecja Nowy Sącz- Resovia 3:2 (2:1)
|
1-0 Gryźlak '10 (k), 1-1 Hajduk
'39, 2-1 Gryźlak '49 (k), 3-1 Nieć '53, 3-2 Hajduk '81
Sandecja: Bodziony, Polański (65' Szczepanik), Frohlich,
Kandyfer, Damasiewicz, Zawiślan,Bartkowski,
Orzechowski (71' Swierad), Wańczyk, Gryźlak, Zachariasz (51' Nieć)
Resovia: Pietryka, Mita (28'Rajzer),
M. Bogacz, Kozubek,Polak, Przybyła,
Zieliński,
Domoń (64' Bąk), Walaszczyk, Biliński (57' Mazurkiewicz, 72'
Grabowski), Hajduk
Sędzia: Jacek Pieronkiewicz (Bielsko-Biała) Widzów 2000.
Dawno już wyjątkowo liczni sądeccy kibice nie oglądali tak dobrego,
emocjonującego i efektownego spotkania. Obydwie drużyny postawiły na
ofensywę, grały "do przodu", nie bawiąc się w kunktatorstwo. W efekcie
oglądaliśmy aż, pięć goli, a gdyby zawodnikom dopisała skuteczność,
bramek byłoby z pewnością więcej. Gdyby niepotrzebne, na szczęście
bardzo szybko zażegnane pomeczowe przepychanki niektórych szalikowców
Sandecji ze slużbami porządkowymi, mielibyśmy do czynienia z doprawdy
świetną propagandą futbolu. Sandecja bardzo szybko, po ewidentnym rzucie
karnym, wyszła na prowadzenie (mogła sięgnąć po nie nawet wcześniej, ale
żaden z partnerów nie przeciął lotu piłki po płaskim dośrodkowaniu
Orzechowskiego w 1 min, a 60 sek. później po główce Frohlicha futbolówka
odbiła się od poprzeczki i znalazła w rękach Pietryki) i, co ważne, nie
ustawała w dążeniu do podwyższenia wyniku. M.in. w 14 min, po zagraniu
Orzechowskiego, Zawiślan minimalnie chybił z narożnika szesnastki, a
kilka innych akcji nie bez trudu powstrzymali obrońcy Resovii. Ta
odpowiedziała w tym okresie zawodów dwoma groźnymi uderzeniami
Walaszczyka z rzutów wolnych (po pierwszym z nich piłka otarła się o
poprzeczkę). W 38 min Gryźlak "urwał" się Polakowi, z ostrego kata
przymierzył jednak tuz obok słupka. Goście wyprowadzili natychmiastowa
kontrę, której finalnym efektem okazało się wyrównanie. Druga połowa
rozpoczęła się w bliźniaczy sposób do pierwszej odsłony. Ponownie
Gryźlak wykorzystał, tym razem bardziej kontrowersyjny rzut karny, co
wniosło spokój w poczynania gospodarzy. Ich pewność siebie wzrosła kilka
minut później, po pięknym golu zdobytym przez Niecia. Resovia, nie
mająca w tym momencie już nic do stracenia, odważnie zaatakowała,
czyniła to wszakże zbyt nerwowo. Jej ofensywne próby niweczyli więc
obrońcy miejscowych, wśród których brylował Frohlich, wracający po
pięciu latach na stadion przy ul. Kilińskiego. Lepsze pozycje
wypracowali sobie gospodarze, ale w 61 min po długiej, usypiającej
wymianie podań Polański uderzył ciut za wysoko, a 3 min później Kandyfer
główkował tuż obok słupka. Kiedy wydawało się, ze obydwie strony rzuciły
na stół już wszystkie swe argumenty, rzeszowianie dość nieoczekiwanie
zdobyli kontaktową bramkę. W nerwowej końcówce nie potrafili jednak
poważniej zagrozić Bodzionemu, w związku z czym spotkanie zakończyło się
zasłużonym w sumie zwycięstwem Sandecji.
|
Dziennik Polski
|
2007.08.11 | Resovia- Hetman Zamość 0:0
|
Resovia: Pietryka, Mita,
Kozubek, Bogacz, Polak, Przybyła (76' Pydych), Zieliński, Walaszczyk
(72' Grabowski), Domoń, Hajduk (46'
Biliński),
Mazurkiewicz
(60' Bąk)
Hetman: Baranowski, Sękowski, Pastuszka, Wachowicz, Bartos,Cieciura,
Margol,
Kiema,
Kasperek (71' Baran), Łuczywek, Jaworski (49' Sawa)
Sędzia: Jachura (Kraków)
Dużo fauli z obu stron,
niecelnych podań i kiepskiej jakości strzałów - tak wyglądał pierwszy
po trzech latach mecz trzeciej ligi na stadionie przy ul.
Wyspiańskiego. Resovia nie przełamała kompleksu Hetmana, z którym nie
wygrała ani w drugiej, ani w trzeciej lidze. Dla aż ośmiu piłkarzy
"pasiaków" mecz z Hetmanem był trzecioligowym debiutem. Rafał Pydych,
Kamil Walaszczyk, Sebastian Hajduk i Łukasz Bąk po raz pierwszy
pokazali się rzeszowskiej publiczności. Na trybunach było głośno i
kolorowo, a na boisku rywal nie odpuszczał ani na krok - w takich
okolicznościach trudno zachować spokój i stosować się do zaleceń
trenera. Gospodarze mieli zatem problem z utrzymaniem się przy piłce,
ich druga linia praktycznie nie istniała, bo zdominowana została przez
duet: Serges Kiema - Marcin Kasperek. Piłkarz z Burkina Faso był
najlepszy na boisku: grał na pograniczu faul, sporo widział, świetnie
się ustawiał i kierował kolegami. Resoviacy podjęli rękawicę. Artur
Zieliński w pierwszym kwadransie pięć razy lądował na ziemi, atakowany
bezpardonowo przez przeciwnika. Jednak większe doświadczenie gości
było aż nadto widoczne i strach myśleć, co by się stało, gdyby
dysponowali oni napastnikami z prawdziwego zdarzenia. Mimo wszystko,
bramkarz Marcin Pietryka i jego koledzy z obrony mieli pełne ręce
roboty. Do przerwy zawodnicy Hetmana wykonywali siedem kornerów, kilka
razy bili też rzuty wolne. Pietryka zachowywał czujność, choć przy
niekonwencjonalnym uderzeniu Kasperka spod linii autowej miał dużo
szczęścia. Spadającą z wysokości czterech pięter piłkę wybił na
poprzeczkę. W 44 min Resovię uratował Jarosław Mita, który zablokował
"bombę" Andrzeja Wachowicza. Miejscowi oddali tylko jeden groźny
strzał - Wiesław Kozubek, ku zdumieniu wszystkich, uderzył z dystansu,
choć do bramki miał dobre 40 metrów. Futbolówka nieznacznie minęła
słupek. Na drugą połowę beniaminek wyszedł z Maciejem Bilińskim i od
razu zrobiło się ciekawiej. Symbol biało-czerwonych od razu ujrzał
żółtą kartkę, odda kilka strzałów, z których jeden mógł zaskoczyć
Marka Baranowskiego. Z kolei Bąkowi w końcówce spotkania zabrakło
zimnej krwi. Po drugiej stronie boiska spanikował 23-letni Kamil Sawa.
Na szczęście dla Damiana Polaka, który go nie upilnował.
|
Dziennik Polski
|
|
|