|
|
|
2026.08.15 |
Resovia Rzeszów - GKS Tychy 2:2 (1:1)
|
|
2'
90' Ortíz - 29' 48' Olkowski
Resovia: Bochniarz, Geniec, Banach, Oko, Grasza (76' Romanowski), Chojecki (59'
Szkiela), Letniowski, Czyzycki (59' Jaroch), Kuzera (76' Małachowski),
Zimnicki
(67' Silný),
Ortíz
GKS Tychy: Mądrzyk, Olkowski, Łasicki ,
Horvat, Hoyo-Kowalski
(63' Tumala), Chorosiński (46' Jankowski), Ryguła (77' Koniuszy),
Trąbka, Begala, Kądzior (90' Baier), Lewandowski (77' Kasprzyk)
Sędzia: Ostrowski (Szczecin), Widzów: 916
Pierwszy punkt w ligowych rozgrywkach sezonu 2026/27 zdobyli piłkarze
Resovii, którzy remis zawdzięczać mogą kolumbijskiemu napastnikowi Mateo
Ortizowi. Południowoamerykański piłkarz rzeszowskich "Pasiaków" trafiał
do bramki w prologu i epilogu tego sobotniego pojedynku.
Rzeszowianie po ostatnim gwizdku cieszyli się z punktu, ale po raz
kolejny widać było, że punktowanie w tej lidze sprawia im ogromne
trudności.
Przed meczem trener Kamil Kuzera dokonał niespodziewanych roszad w
składzie. Na ławce rezewowych posadził Gracjana Jarocha i Adriana
Małachowskiego. Zmiany personalne nie podziałały negatywnie na zespół
gospodarzy bo od pierwszego gwizdka Resovia zaatakował odwaznie i z
dużym animuszem.
Już w 1 minucie gry Mateo Ortiz postraszył Mądrzyka efektowną główką.
Golkiper GKS-u wybronił strzał napastnika Resovii, ale już kilkadziesiąt
sekund później musiał skapitulować w sytuacji sam na sam z tym samym
rywalem. Akcja bramkowa "Pasiaków" zaczęła się od błędu jednego z
tyskich defensorów. Futbolówkę przejął Ortiz, który nie miał dużych
problemów, aby skierować piłkę do siatki obok wychodzącego z bramki
golkipera.
Efektowny początek Resovii zaskoczył rywali, ale po kwadransie goście
poukładali szyki obronne i zaczęli przechodzić do ofensywy. W 29 minucie
to rzeszowianie popełnili lkarygodny błąd. Piłka wyrzucana przez
miejscowych z autu trafiła do rywali, którym wystarczyły, trzy podania,
aby Paweł Olkowski płaskim strzałem pokonał Bochniarza.
Przyjezdni przejęli inicjatywę i zaraz po przerwie wyszli na
prowadzenie. Z dużą łatwością odebrali gospodarzom piłkę w środkowych
rejonach boiska i kolejne trafienie (tym razem pod poprzeczkę) zanotował
Olkowski.
Rzeszowianie próbowali coś wnieśćdo gry. Długo rozgrywali piłkę, ale
grali na tyle wolno, że skoncentrowana defenywa gości niewiele robiła
sobie z ataków rzeszowksiego zespołu. Z czasem trener Kuzera wprowadzał
na boisko zmienników, ale i oni nie mieli pomysłu na rozmontowanie
defensywy GKS-u. Długo niewiele działo się pod bramką gości, którzy
starali się wyprowadzać kolejne kontrataki.
W końcowych fragmentach spotkania rzeszowianie zaatakowali większą
liczbą graczy i spotkanie nabrało nieco rumieńców. Resovia długo biła
głową w mur, ale w piatej minucie doliczonego czasu gry "biało-czerwoni"
sprawili swojej publiczności niespodziankę. Na bramkę gości uderzał
Gracjan Jaroch i piłka odbita od jednego z obrońców trafiła pod nogi
Ortiza. Pochodzący z kolumbijskiego Cali napastnik Resovii precyzyjnym
strzałem do siatki doprowadził do wyrównania w ostatniej akcji meczu.
|
|
2026.08.08 |
Zawisza Bydgoszcz - Resovia Rzeszów 1:0 (1:0)
|
|
20' Kozłowski
Zawisza:
Oczkowski, Nowak (46' Dziarkowski), Golak, Staniak, Juśkiewicz ,
Bogusiewicz
(74 Kuśmierczyk), Kanach ,
Szumilas (80' Szramowski), Kona, Stępień (74' Rak), Kozłowski
(80' Mas)
Resovia:
Bochniarz, Geniec, Oko, Banach ,
Grasza (46' Szkiela ),
Kuzera (69' Letniowski), Małachowski, Czyżycki, Zimnicki, Jaroch
(63' Chojecki), Silnỳ (46'
Ortiz)
Sędzia: Wójcik (Siedlce), Widzów: 2820
Kolejną ligową porażkę zanotowali piłkarze Kamila Kuzery, którzy okupują
ostatnie miejsce w tabeli drugiej ligi. Rzeszowianie tym razem polegli w
Bydgoszczy z miejscową Zawiszą. Bydgoski beniaminek był zespołem zdecydowanie
lepszym i zwłaszcza do przerwy gra toczyła się głównie na połowie gości.
Już w 4 minucie spotkania po jednym ze strzałów Kuba Bochniarz z trudem
piąstkował futbolówkę nad poprzeczką.
Rzeszowianie odpowiedzieli akcją Bartosza Zimnickiego w 8 minucie, po której
skrzydłowy Resovii w polu karnym zaadresował piłkę wzdłuż linii bramkowej, ale
żaden z jego kolegów nie zdołał wykończyć akcji.
Rzeszowski bramkarz w pierwszej połowie spotkania miał sporo pracy, a głównym
zagrożeniem w polu karnym gości był Mateusz Stępień, który wygrywał pojedynki
biegowe z rzeszowskimi defensorami. 24-letni wychowanek Orlika Jezierzyce
wyprzedził z piłką Jakuba Banacha i postraszył po raz kolejny Bochniarza celnym
strzałem.
W 20 minucie statyczną postawę rzeszowian wykorzystał Filip Kozłowski. Napastnik
Zawiszy przyjął na klatkę piersiową futbolówkę dograną przez Kacpra Bogusiewicza
i miał sporo czasu i miejsca, aby obrócić się i zaskoczyć Bochniarza skutecznym
trafieniem na 1:0.
Kilkadziesiąt sekund później rzeszowianie mieli sporo szczęścia, bo futbolówka
wylądowała na słupku ich bramki. Wcześniej piłkę w dosyć niefrasobliwy sposób
stracił Nikodem Kuzera, a wszędobylski Stępień strzałem po ziemi starał się
skorzystać z prezentu.
Rzeszowska defensywa przez kwadrans nie potrafiła powstrzymać akcji ofensywnych
gospodarzy. Na bramkę "Pasiaków" uderzał w boczną siatkę Kozłowski, a kilka
minut później również Szumilas. Jednocześnie odcięci od podań rzeszowscy gracze
ofensywni nie stwarzali żadnego zagrożenia na połowie rywali.
Dopiero w ostatnich pięciu minutach pierwszej połowy rzeszowianie wybudzili się
z letargu. Doprowadzić do wyrównania mogli po błędzie Kacpra Nowaka. Wówczas
przed szansą bramkową stanęli Jan Silnỳ
i Gracjan Jaroch. Strzał tego pierwszego był jednak nieskuteczny, a dobitkę
drugiego wybronił Oczkowski.
Po przerwie resoviacy mieli więcej do powiedzenia w tym meczu. W 52 minucie
strzałem z półobrotu próbował zaskoczyć golkipera Zawiszy Mateo Ortiz, ale
posłał piłkę nad poprzeczką.
Rzeszowianie zaatakowali większą liczbą zawodników, ale sporo ryzykowali w
defensywie. Zwłaszcza, że pojedynki szybkościowe: Geniec - Stępięń oraz
Kozłowski - Oko, wygrywali przeważnie gospodarze.
W 55 minucie rzeszowianie wykonywali kolejny rzut rożny i zapomnieli o
zabezpieczeniu tyłów. Na bramkę "Pasiaków" popędził osamotniony Stępień i tylko
dzięki odważnej interwencji Bochniarza miejscowi nie zdołali podwyższysz
prowadzenia.
W szeregach Resovii wyróżnjającą się postacią był tego dnia Bartosz Zimnnicki,
który dwoił się i troił, aby doprowadzić do wyrównania.
Jednak do końca spotkania miejscowi skutecznie przecinali prostopadłe podania do
napastników i wygrywali większość pojedynków o piłkę Nie pozwolili sobie na
stratę bramki i Resovia doznała trzeciej porażki z rzędu.
|
|
2026.08.05 |
Warta Poznań - Resovia Rzeszów 0:1 (0:1) / w Środzie Wielkopolskiej (Puchar
Polski)
|
|
28'
Silnỳ
Warta:
Przybylak, Avdieiev , Azatskyi, Lepczyński
(61' Najemski), Niedzielski (46' Łysiak), Steblecki, Stefaniak (61' Kendzia),
Rychert (46' Apolinarski), Wołczek, Młynarczyk, Smoczyński (52' Stanek )
Resovia: Gacek, Romanowski (64' Grasza), Banach ,
Dantoni, Czapniewski (46' Jaroch), Szkiela (57' Geniec), Chojecki, Kuzera (57'
Małachowski), Letniowski ,
Zimnicki, Silný (57' Ortiz)
Sędzia: Pazdecki (Koszalin), Widzów: 400
"Wierzymy, że po najgorszej burzy wychodzi słońce..." - podkreślał
szkoleniowiec Resovii Kamil Kuzera na konferencji prasowej po katastrofalnym
meczu "Pasiaków" z rezerwami Śląska Wrocław
Pierwsze promienie tego przysłowiowego słońca zaświeciły "biało-czerwonym" w
pucharowym spotkaniu rozgrywanym dzisiaj w Środzie Wielkopolskiej, gdzie
rzeszowianie pokonali I-ligową Wartę Poznań.
Bramkę zapewniającą awans do dalszego etapu rozgrywek Pucharu Polski zdobył w 28
minucie Jan Silnỳ.
W spotkaniu rozgrywanemym na średzkim stadionie dominowali gospodarze, którzy
starali od pierwszego gwizdka przejąć inicjatywę. Warta dłużej utrzymywała się
przy piłce, ale to Resovia była konkretniejsza. Jedyna bramka w tym spotkaniu
zdoyta została po składnej akcji "biało-czerwonych" i precyzyjnym trafieniu z 16
metrów Jana Silnego. Napastnik Resovii ostatnio odstawiony był na boczny tor i w
pucharowym spotkaniu bardzo chciał udowodnić, że warto na niego stawiać. Posłał
futbolówkę precyzyjnym strzałem idealnie obok dalszego słupka i Leo Przybylak
był bez szans na interwencję.
Miejscowi stwarzali sobie okazje bramkowe, ale mieli kłopty ze skutecznością.
Jeszcze przed przerwą Aleksander Wołczek posłał piłkę w słupek, a dobitka
Michała Smoczyńskiego nie znalazła drogi do siatki.
W drugiej połowie spotkania miejscowi starali się podkręcić tempo meczu, ale i
rzeszowianie wyprowadzali groźne kontrataki.
Na bramkę debiutującego w bramce Resovii Gacka uderzali w ostatnich fragmentach
spotkania: Apolinarski i Steblecki, ale golkiper Resovii zachował czyste konto.
|
|
2026.08.01 |
Resovia Rzeszów - Śląsk II Wrocław 1:5 (0:3)
|
|
49' Czyżycki - 10 ' 43' Kamiński, 28' Ciućka, 62' Kobelczuk, 64'
Stangret
Resovia:
Bochniarz, Szkiela (65' Romanowski), Oko, Banach, Grasza (65 Chojecki),
Zimnicki (46' Geniec), Letniowski (65' Kuzera), Małachowski, Czyżycki, Jaroch,
Ortíz (55' Silnỳ)
Śląsk II: Klint, Żulewski, Muszyński, Rygiel, Tudruj (76' Krygowski),
Coulibaly (60' Krzewiński), Danielewicz, Markowski (60' Kobelczuk), Ciućka,
Kamiński (74' Janiszewski), Stangret
Sędzia: Szuta (Piła), Widzów: 823
Piłkarze Resovii zostali zdemolowani w meczu 2. kolejki rozgrywek Betclick 2.
ligi przez rezerwy Śląska Wrocław. Był to kolejny bardzo słaby występ
rzeszowskich "Pasiaków" i trudno tu mówić o wypadku przy pracy. "Biało-czerwoni"
potrzebują wzmocnień kadrowych, bo wkrótce mogą stać się pewniakiem do spadku.
Do przerwy przyjezdni grali koncertowo, a rzeszowianie marnowali sytuacje i
popełniali seryjne błędy w defensywie.
Wynik spotkania już w 10 minucie otworzył Wiktor Kamiński po akcji
przeprowadzonej lewą stroną boiska. "Wojskowi" właśnie tym sektorem
przeprowadzali zabójcze kontrataki, w których zmuszali do juniorskich błędów
defensywę Resovii. Gospodarze przed przerwą mieli też swoje okazje do lepszego
rezultatu. Strzelecka niemoc dopadła jednak Javiera Ortiza, ktory marnował
okazje bramkowe na potęgę. Napastnik Resovii jeszcze przed przerwą przegrał
pojedynek sam na sam z Klintem, a kilka minut później umieścił piłkę w siatce po
podaniu Jarocha, ale arbiter liniowy dopatrzył się pozycji spalonej.
Wrocławianie nie tracili rezonu i w 28 minucie ponownie przeprowadzili akcje
bramkową, a na listę strzelców w 28 minucie wpisał się Adam Ciućka.
W 43 minucie ponownie dał znać o sobie Kamiński. 22-letni wychowanek KSZO
Ostrowiec Św. strzałem przy słupku zaskoczył Bochniarza i na przerwę obydwa
zespoły schodziły z solidną zaliczką rezerw Śląska.
Po zmianie stron chwilowo wróciły nadzieje gospodarzy na odwórcenie losów
spotkania. W 49 minucie Mateusz Czyżycki po dośrodkowaniu z prawej strony,
zmusił Klinta do kapitulacji. Było jeszcze sporo czasu, aby ratować niekorzystną
sytuację, a losy spotkania miał okazję odwrócić po raz kolejny Ortiz.
Kolumbijski napastnik po raz kolejny jednak przegrał "setkę" z 17-letnim
golkiperem "Śląska" i został przez trenera Kuzerę odesłany na ławkę.
Rzeszowianie dłużej utrzymywali się przy piłce. Dwoił się i troił Gracjan
Jaroch, który we współpracy z Adrianem Małachowskim próbował poprowadzić
rzeszowian do ratowania punktów. Akcje ofensywne kompletnie jednak "Pasiakom"
się nie kleiły, a po godzinie gry resoviacy sprawiali wrażenie wyczerpanych.
Przyjezdni grali swoje i w odpowiednich momentach wyprowadzali kolejne zabójcze
kontrataki. W 62 minucie Igor Kobelczuk kolejnym trafieniem odebrał rzeszowianom
ochotę do gry. Dwie minuty później nieporadność "Pasiaków" po raz kolejny
wykorzystał Maksymilian Stangret, który ustalił wynik meczu na 1:5.
Po meczu w Pruszkowie resoviacy chcieli zmazać złe pierwsze wrażenie, ale w
kolejnym występie potwierdzili raczej, że nie są jeszcze nawet zalążkiem
zespołu. W zderzeniu z solidną obsadą ligową klub na finiszu rozgrywek może
zapłacić słony rachunek.
|
|
2026.07.24 | Znicz Pruszków - Resovia Rzeszów 1:0 (0:0)
|
|
49'
Kazimierczak
Znicz:
Napieraj, Jeleński ,
Pawlik, Barnowski, Jach, Proczek (90' Redliński), Mazurek (67' Głowiński),
Okhronchuk, Kazimierczak (67' Szafrański), Borecki ,
Zawistowski (90' Nadolski)
Resovia: Bochniarz, Geniec (46' Szkiela), Oko, Banach (80' Grasza),
Romanowski, Kuzera
(52' Letniowski), Czyżycki ,
Małachowski ,
Zimnicki, Jaroch, Ortiz (71' Silnỳ)
Sędzia: Nestorowicz (Biała Podlaska), Widzów: 661
Inauguracyjną porażkę w Pruszkowie
zanotowali piłkarze II-ligowej Resovii i przyznać trzeba, że jednobramkowe
zwycięstwo Znicza było dla "Pasiaków" najniższym wymiarem kary.
Dwa celne strzały oddane na bramkę gospodarzy to zbyt mało, aby powalczyć o
punkty z rywalem, który również nie zachwycał swoją postawą.
Resoviacy jedynie przez pierwszy kwadrans dotrzymywali kroku miejscowym.
Pierwszy na bramkę Napieraja uderzał Nikodem Kuzera, ale strzał debiutującego w
barwach "Pasiaków" syna trenera był niecelny.
Ofensywna gra rzeszowian do przerwy nie istniała, a tymczasem gospodarze już w
10 minucie przeprowadzili akcję, po której mogli pokusić się o zdobycie bramki.
Dawid Barnowski w polu karnym z łatwością ograł Damiana Oko, aby po chwili
przegrać pojedynek sam na sam z golkiperem Resovii. W bramce rzeszowskiego
zespołu zadebiutował tego dnia Kuba Bochniarz i można stwierdzić, że był jedynym
radzącym sobie na murawie reprezentantem rzeszowskiego zespołu. Rzeszowianie
przez niemal godzinę gry nie oddali celnego strzału na bramkę rywali.
Przemeblowana ekipa "Pasiaków" stwarzała wrażenie, piłkarzy, którzy po raz
pierwszy spotkali się na boisku.
Druga połowa świetnie zaczęła się dla zespołu Pruszkowa.. Znicz próbował
zaskoczyć Resovię akcją oskrzydlającą. Mateusz Jeleński z prawej strony obiska
dograł piłkę w pole karne, a tam Adrian Kazimierczak skierował piłkę do siatki.
Nieporadna gra rzeszowskiego zespołu dodawała pewności gospodarzom, którzy
stwarzali sobie kolejne sytuacje bramkowe. Rezultat spotkania w 64 minucie miał
okazję podwyższyć Jarosław Jach, ale zmarnował idealną okazję po kontrataku.
Rzeszowianie odpowiedzieli akcją Mikołaja Szkieli, po której piłka wylądowała na
poprzeczce. Była to jedna z nielicznych sytuacji bramkowych rzeszowskiego
zespołu. Na bramkę gospodarzy uderzał jeszcze kilka minut później Bartosz
Zimnicki, ale i on trafił w poprczeczkę.
Znicz utrzymywał jednobramkowe prowadzenie i nie pozwalał rzeszowianom na zbyt
wiele w tym spotkaniu. Rzeszowianie zmuszeni do ataku pozycyjnego mieli problemy
z wyprowadzaniem futbolówki z własnej połowy. Mnożyły się niedokładne podania,
po których to gospodarze przechodzili do kontrofensywy. W końcowych fragmentach
spotkania Bochniarz ratował Resovię przed stratą kolejnych bramek.
|
|
Archiwum:
|