|
Resovia Rzeszów - Górnik Zabrze 3:1
50' Smężeń - 24'
Aleksander, 63' Liczka, 76' Lahat
Resovia: Szyszko, Woźny, Rajzer, Krawczyk, Kwoka, Smężeń, Bryk, Solarz,
Rozborski, Biliński, Kwiatkowski oraz Bąk, Madeja, Baran, Wojtowicz, Kruczek,
Lech
Górnik: Leciejewski, Felipe, Prokop, Juszkiewicz,
Magiera, Stoimenov, Bukalski, Gueye, Aleksander, Król, Goncerz oraz Radler,
Liczka, Dudziński, Radawiec, Wójcik, Siedlarz, Protasewicz, Lahat
Sędzia: Adam Kajzer (Rzeszów) Widzów:
2200

Ogromnych rozmiarów flagi, kolorowe race, serpentyny i setki
przystrojonych w biało-czerwone koszulki kibiców Resovii - wczoraj stadion przy
ul. Wyspiańskiego, pamiętający czasy świetności rzeszowskiego klubu, przypominał
o jego 100-letniej tradycji. - To niebywałe. Na Podkarpaciu nie macie nawet
zespołu drugoligowego, a kibiców mógłby Resovii pozazdrościć niejeden klub
ekstraklasy - komplementował publikę Marek Koźmiński, były piłkarz m.in.
Górnika Zabrze i Udinese, który grał na tym boisku w trakcie spartakiady
młodzieży 20 lat temu.
Wynik meczu nie miał znaczenia. Zabrzanom zależało na tym,
aby w trakcie ligowej przerwy nie wypaść z rytmu. Dodatkowo mieli sposobność
przyjrzenia się sprowadzonemu Senegalczykowi Gueye i staremu znajomemu Marcelowi
Liczce. Z kolei rzeszowianie chcieli dobrze wypaść, bo nie dość, że to
jubileusz, to jeszcze większość z nich nigdy nie grała przy tak dużej i głośnej
widowni. Po wyrównującym trafieniu Marcina Smężenia na moment wróciły stare,
dobre dzieje, lecz ostatnie słowo należało do Ślązaków.
Ich szkoleniowiec, Marek Wleciałowski, powiedział po meczu kilka ciepłych słów
pod adresem organizatorów pikniku i samej drużyny "pasiaków". Wiesław Gołda,
opiekun IV-ligowca, nie pozostawał dłużny. - Dziękuję Górnikowi za wspaniałą
lekcję. Przegrać z taką drużyną 1-3 to nie żaden wstyd.
Zabrzanie nie mieli czasu na zwiedzanie Rzeszowa, ale działacze jubilatki
zadbali o to, żeby do domów nie wyjeżdżali z pustymi rękoma. Goście otrzymali na
pamiątkę albumy o mieście i monografię Resovii, a także odznaki i proporce
klubowe. Jarosław Barteczko, kierownik śląskiej jedenastki, raz jeszcze
powtórzył w imieniu swoim i całej ekipy, że czuł się zaszczycony możliwością
uczestnictwa w tak ważnym dla podkarpackiego futbolu wydarzeniu.
Założony w 1948 roku Górnik Zabrze to jeden z najsłynniejszych polskich klubów.
Czternastokrotny mistrz kraju, sześciokrotny triumfator Pucharu Polski, zdobywca
Superpucharu z 1988 roku, czwarty klub w tabeli wszechczasów naszej ligi.
W latach 60. i na początku 70., Górnik wygrywał nie tylko w Polsce. To czas
wielkich piłkarzy: Włodzimierza Lubańskiego, Huberta Kostki, Stanisława Oślizło,
Zygfryda Szołtysika, Ernesta Pola, Zygmunta Anczoka, Jerzego Gorgonia,
Władysława Szaryńskiego, Jana Gomoli, Jana Banasia, Stefana Floreńskiego i
Andrzeja Szarmacha. Dzięki Górnikowi rok 1970 przeszedł do historii rodzimego
futbolu. Zabrzanie po wyeliminowaniu Olympiakosu Pireus, Glasgow Rangers,
Lewskiego Sofia i AS Roma doszli do finału Pucharu Zdobywców Pucharów. W Wiedniu
przegrali jednak 1-2 ze słynnym Manchesterem City. Gola zdobył Oślizło.
Rok później ci sami Anglicy zatrzymali górników w ćwierćfinale PZP. Po raz
ostatni zabrzanie wystąpili w europejskich pucharach w 1994 r., kiedy nie
sprostali Admirze Wacker Wiedeń.
Z małymi wyjątkami, do czasów transformacji ustrojowej i przekształceń w
sektorze górniczym, zabrzanie rządzili w polskiej piłce. Najpierw była to
drużyna w składzie z Józefem Wandzikiem, Waldemarem Matysikiem, Ryszardem
Komornickim, Janem Urbanem, Andrzejem Pałaszem i Andrzejem Zgutczyńskim. W
latach 90. barw zabrzan bronili m.in. Tomasz Wałdoch, Robert Warzycha, Jerzy
Brzęczek, Ryszard Staniek, Tomasz Hajto, Marcin Kuźba i Henryk Bałuszyński.
Dzisiaj Górnik to typowy ligowy średniak, bez gwiazd w składzie, marzący choćby
w niewielkim stopniu o nawiązaniu do dawnych sukcesów. I początek sezonu napawa
optymizmem. Zabrzanie zajmują bowiem 5. miejsce w ekstraklasie i, podobnie jak
Wisła Kraków i Arka Gdynia, nie przegrali żadnego meczu.
Skończył się najważniejszy piłkarski punkt programu pod tytułem "setne urodziny
Resovii" i nadszedł czas na zmiany. Już dzisiaj ma się rozpocząć remont murawy.
Zostanie założony drenaż, a nowa trawa przyjedzie z Niemiec. W drugiej połowie
września dojdzie także do wyborów nowego prezesa CWKS Resovia. Ponoć miejsce
Bogdana Kidackiego ma zająć obecny prezes sekcji piłki nożnej Alfred Szostek
Resoviacy wspominają mecze z Górnikiem Zabrze: Jerzy
Daniło: - Przyznam szczerze, że zwycięskiego meczu w Rzeszowie nie
pamiętam. Co innego pojedynek w Zabrzu. Górnik to była firma. Świetne boisko,
duży, wypełniony kibicami stadion i największa atrakcja - spotkanie rozgrywane
przy światłach. W Rzeszowie nie mieliśmy jupiterów, więc to było dla nas nie
lada wydarzenie. W ekipie zabrzan przypominam sobie Sochę, Gzila, Gorgonia i
Wieczorka. Żadnego z nas nie trzeba było specjalnie mobilizować na pojedynek z
tak utytułowanym przeciwnikiem.
Henryk Chruściński: - Pojedynek w Zabrzu będę pamiętał do końca życia. W
powietrznym starciu, jeszcze w pierwszej połowie, Jerzy Gorgoń, chłop na schwał,
wyższy ode mnie o głowę, wybił mi bark. Poczułem ból i nie wiedziałem, czy
wytrzymam do końca meczu. Ale wtedy podbiegł do mnie Marian Kozerski i krzyczy:
coś ty Heniek, zwariowałeś! W spotkaniu z Górnikiem będziesz schodził z boiska?
Podpuścił mnie, więc zacisnąłem zęby i grałem dalej. Potem przez 3 tygodnie
chodziłem w specjalnej opasce. A moje bohaterstwo na niewiele się zdało, gdyż po
przerwie górnicy i tak nas "rozklepali".
Jerzy Bogdanowicz: - W Zabrzu najwięcej spustoszenia w naszych szeregach
czynił Jerzy Gorgoń. Jak trafił piłką w Potasiewicza, to ten na udzie przez
tydzień nosił odbite "łatki". A Chruściński trząsł się jak osika, gdy Gorgoń
podchodził, żeby wykonać wolnego. Kto wie, jakim wynikiem skończyłby się ten
mecz, gdybym przy stanie 0-0 wykorzystał dobrą okazję. W Rzeszowie wygraliśmy,
co było dużym sukcesem, bo Górnik rzadko wtedy przegrywał.
Józef Janicki: - Pod koniec lat 80. i na początku lat 90. Górnik należał
do najlepszych polskich zespołów. Ale wtedy, w meczu pucharowym, byliśmy w
stanie sprawić niespodziankę. Kiedy strzeliłem kontaktowego gola "do szatni",
wierzyliśmy, że w drugiej połowie odrobimy straty. Ruszyliśmy do ataku,
odkryliśmy się i jak to w piłce bywa, w końcówce rywal skontrował. Pamiętam
głośny doping kibiców i to, że poziom meczu był naprawdę wysoki. Nie to, co
teraz. Proponowałem działaczom, aby zorganizowali również mecz oldbojów Resovii
i Górnika, ale nikt nie podjął tematu. Szkoda, bo kibice mieliby nie lada
gratkę.
Henryk Rożek: - Z meczu z Górnikiem zapamiętałem niewiele.
"Przecinaka" Jegora i Zagórskiego, z którymi toczyłem boje jeszcze, gdy byli
zawodnikami Górnika Knurów. Ale warto wiedzieć, że ówczesna Resovia to był
kolektyw. Każdy z nas stawał w obronie kolegi. Walczyliśmy, nie było straconych
piłek - aż chciało się grać! No i mimo, że początek lat 90. to schyłek
świetności klubu, wciąż mieliśmy w składzie kilka wybitnych jednostek.
Marek Kramarz: - Górnik miał Bębna, Ryszarda Stańka, Cyronia i
Roberta Warzychę, ale i my ekipę, jak się patrzy. Byliśmy groźni zwłaszcza na
własnym terenie. Jeśli komuś udawało się wywieźć z Rzeszowa punkty, był bardzo
szczęśliwy. Toczyliśmy z zabrzanami wyrównany pojedynek. Pamiętam również
wypełnione kibicami trybuny i wspaniały doping.
Mariusz Rop: - Nie potrafiłbym odtworzyć przebiegu spotkania z
Górnikiem, ale trzech piłkarzy zapadło mi w pamięć. Robert Warzycha, bo
występował wtedy w reprezentacji Polski, Ryszard Cyroń, bo wbił nam dwa gole i
Piotr Jegor, bo to on sfaulował mnie w polu karnym i Józek Janicki wykorzystał
"jedenastkę". W tamtych latach Resovia była poukładanym klubem, a w zespole
panowała świetna atmosfera. |