|
|
|
2007.11.10 | Remis na zakończenie rundy jesiennej
|
|
Wisłoka Dębica - Resovia Rzeszów 2:2
(2:1)
17' Królikowski, 30' Mateusz Wolański - 21' Jędrusiak (s.), 90' Walaszczyk
(k) Wisłoka:
Zarychta, Michał Wolański, Jędrusiak, Konrad,
Król, Królikowski
(84' Zołotar), Smaś,
Kalita, Mariusz Wolański (71' Kleinschmidt), Mateusz Wolański, S. Kantor
(89' Bieszczad)
Resovia: Pietryka,
Mita, Rajzer,
Bogacz, Jakubowski (71' Bąk), Walaszczyk, Domoń (58' Mazurkiewicz),
Zieliński (19' Rozborski), Oślizło (54' Przybyła), Biliński, Hajduk
Sędzia:
Mariusz
Wrażeń z Gorlic.
Widzów:
1200

foto: Dziennik Polski
O
tym, że Resovia będzie miała pod górkę wiadomo było grubo przed meczem.
"Pasiakom" rozsypała się linia obrony: Damian Polak pauzował za nadmiar
kartek, Wiesław Kozubek i Rafał Pydych zostali w domach z 38-stopniową
gorączką, Jarosław Mita wyszedł na boisko po kilkunastu dniach rozłąki z
piłką, a Rafał Rajzer z kontuzją. - Grał po zastrzyku, bo jeszcze
dzień przed meczem nie mógł ruszyć nogą - opowiadał trener Maciej
Huzarski. Jakby nieszczęść było mało, na początku meczu Arturowi
Zielińskiemu "strzeliła" torebka stawowa. Zastąpił go Sławomir Rozborski,
który pierwszy raz od wiosny zagrał w ligowym spotkaniu. Wychowanek
Resovii przytył, stracił więc swój największy atut - szybkość. Ilość
strat, jakich dopuścił się w tym spotkaniu oraz przegranych pojedynków
była zatrważająca. Po raz kolejny resoviacy mieli też kłopot z
młodzieżowcami. Kamil Oślizło, choć trudno w to uwierzyć, był słabszy od
Sławomira Przybyły, który przynajmniej robił dużo wiatru.
Przenikliwe zimno, sypiący od czasu do czasu śnieg i błotnista breja, po
której poruszali się piłkarze, wpłynęły na jakość meczu. Oglądaliśmy
głównie bezpardonową walkę, mnóstwo fauli i pomyłek, które na tym
poziomie nie powinny się zdarzyć. Dość powiedzieć, że wszystkie gole
padły w dziwnych okolicznościach bądź po wybitnie niefortunnych
interwencjach. Wrażeń dostarczył za to sędzia, od tego sezonu prowadzący
spotkania III ligi. - Beznadziejny był - zgodnie przyznawali
trenerzy Wisłoki i Resovii. Gospodarze najwięcej pretensji mieli o
sytuację z 91 minuty, gdy arbiter podyktował "11" za dotknięcie piłki
ręką przez Waldemara Jędrusiaka. Goście utrzymywali, że karny należał
się im znacznie wcześniej, za faul tegoż Jędrusiaka na Sebastianie
Hajduku. Protestowali również, gdy liniowy nie uznał gola na 2-2,
pokazując spalonego.
- Nie posiadamy indywidualności na miarę Mirka Kality i Mateusza
Wolańskiego. Każdy z nich potrafi rozstrzygnąć o losach meczu -
przyznawał przed pierwszym gwizdkiem II trener Resovii, Marek Kramarz.
Wiedział, co mówi. Wolański miał udział przy pierwszej bramce, drugą
zdobył po świetnym podaniu od Kality. Instynktu strzeleckiego zabrakło
natomiast Sławomirowi Kantorowi, który w 83 minucie w sytuacji sam na
sam z Marcinem Pietryką zachował się najgorzej, jak mógł, trafiając w
niego. Chwilę później w brodę pluł sobie najbardziej doświadczony
piłkarz Resovii Maciej Biliński, który po zagraniu Łukasza Bąka
"główkował" z 4 metrów w ręce Marcina Zarychty.
Od 70 minuty Resovia grała trzema obrońcami i trzema napastnikami, co
stwarzało Wisłoce okazje do kontrataków. Jednak korzyści nie było z tego
żadnych, bo gospodarzom albo brakowało precyzji, albo pomysłu na
wykończenie akcji.
|
|
Dziennik Polski
|
|
Jak padły gole
1-0 Do zagranej w pole karne
piłki ruszył Mateusz Wolański, a na spotkanie z nim - nie wiedzieć czemu
- Marcin Pietryka. Gdyby został w bramce, nic złego rzeszowianom by się
nie stało. Tymczasem Wolański przerzucił piłkę nad Pietryką, Witold
Jakubowski nie oderwał się od ziemi i Krzysztof Królikowski głową
skierował futbolówkę do pustej bramki.
1-1 Z wolnego dośrodkował w pole
karne Jakubowski, piłka spadła na nogę Jędrusiakowi i odbiła się tak
nieszczęśliwie, że wtoczyła się do bramki tuż przy słupku.
2-1 Tym razem błąd przytrafił się
Bilińskiemu, który w okolicach własnego pola karnego zagrał na środek
boiska, wprost pod nogi Kality. Trener Wisłoki z prezentu skorzystał:
zagrał do Mateusza Wolańskiego tak, że ten nie mógł nie trafić.
2-2 Po strzale Sebastiana Hajduka
piłka trafiła w rękę Jędrusiaka. Karnego na gola zamienił Kamil
Walaszczyk. Uderzył precyzyjnie, przy słupku, nie dając Zarychcie szans.
Mirosław
Kalita (Wisłoka):
- Karny Resovii się należał, ale w pierwszej połowie, za faul Jędrusiaka
na Hajduku. W ostatniej minucie arbiter postanowił naprawić swój błąd i
popełnił kolejną gafę. Cóż, taki urok naszego futbolu... Wygraliśmy ze
Stalą, zremisowaliśmy z Resovią, ale żeby od razu mówić, iż "Wisłoka
pany" na Podkarpaciu? Pogubiliśmy po drodze mnóstwo punktów. Gdyby nie
to, bylibyśmy "pany", ale całej ligi. Wykorzystaliśmy kłopoty rzeszowian
w obronie - oba gole praktycznie dostaliśmy w prezencie.
Maciej Huzarski (Resovia):
- Choć punkt uratowaliśmy w
ostatnich sekundach, wracamy do domu rozczarowani. Byliśmy zespołem
lepszym i powinniśmy ten mecz rozstrzygnąć na swoją korzyść. Szkoda, że
z uwagi na plagę chorób i kontuzji miałem znacznie ograniczone pole
manewru. Rezerwowi wypadli jednak nieźle, nie można mieć do nich
większych zastrzeżeń. Nie byliśmy ostatnio w żadnym kryzysie, ze Stalą
też nie musieliśmy przegrać. W tamtym meczu zespół nie walczył na
całego, w Dębicy znów pokazał charakter. |
|
Dziennik Polski |
|
2007.10.28 | Resovia bez punktów
|
|
Stal Rzeszów -
Resovia Rzeszów 1:0 (1:0)
19' Jędryas
Stal: Petrykowski,
Nizioł (73' Adranowicz), Emeka, Duda,
Tyrpuła (2' Hus),
Niemczyk, Reiman, Kloc,
Szymański, Jędryas
(57' Wolański), Quaye
(79' Wójcik)
Resovia: Pietryka, Polak,
Rajzer (70' Mazurkiewicz), Kozubek, Bogacz, Grabowski (46' Zieliński),
Walaszczyk (58' Jakubowski), Domoń (68' Bąk), Przybyła,
Biliński, Hajduk
Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków) Widzów: 4200

foto: Łukasz Milewski, photohormone.com
Długo
oczekiwane derby nie przyniosły spodziewanych emocji, oczywiście w
kategorii ich poziomu gry. Za to zgodnie z przewidywaniami nie brakowało
walki na całej długości i szerokości boiska. Godnym podkreślenia jest
także fakt, że kibice obu zespołów zachowali się bardzo dobrze. Nie było
incydentów zarówno na stadionie jak i poza nim. Godzinę przed
rozpoczęciem spotkania obiekt przy ul. Hetmańskiej był już pieczołowicie
zabezpieczony przez trzy firmy ochroniarskie i policję.
Piłkarze Resovii pojawili się na stadionie godzinę przed rozpoczęciem
meczu. Trener Maciej Huzarski, notabene wychowanek rzeszowskiej Stali,
wraz z drugim szkoleniowcem Markiem Kramarzem zarządzili krótką odprawę.
Jasno wynikało z niej, że Resovia postawi na ofensywny styl gry. Jego
kolega po fachu, Andrzej Szymański, z którym wspólnie występowali w
Stali, swoim podopiecznym przekazał podobne uwagi taktyczne. Kiedy
piłkarze obu zespołów udali się na rozgrzewkę, trenerzy przyjaźnie
przywitali się, po czym podążyli do swoich ekip.
Nie upłynęły dwie minuty, a już był pierwszy pechowiec derbowej
potyczki, którym okazał się Konrad Tyrpuła. Obrońca Stali tak
niefortunnie interweniował, że naciągnął mięsień dwugłowy i boisko
musiał opuścić na noszach. Trener Szymański energicznym gestem wskazał
16-letniemu Krzysztofowi Husowi, by natychmiast był gotowy do gry.
Ciężar gatunkowy tego spotkania wychowanek Stali zniósł świetnie. W
całym meczu nie popełnił błędu, a przecież dotychczasową piętą
achillesową w grze stalowców była defensywa. To właśnie na jej błędy
liczyli resoviacy, którzy przecież mieli świetnie rozpracowanego rywala.
Początek należał do biało-niebieskich. W 12 min po dośrodkowaniu
Jędryasa na dogodnej pozycji strzeleckiej znalazł się Quaye, którego w
ostatniej chwili ubiegł Polak. Dwie minuty później Quaye prostopadłym
podaniem uruchomił Szymańskiego, ten pomknął z piłką i mając przed sobą
jedynie Pietrykę, chybił. Za to w 19 min w sektorach gospodarzy
zapanował szał radości, a wszystko to za sprawą rok starszego od
Krzysztofa Husa Mateusza Jędryasa.
Po objęciu prowadzenia gospodarze jakby się trochę cofnęli, zaczęli
bronić wyniku. Resoviacy poszli za ciosem, ale bez spodziewanego
rezultatu. Resovia była częściej w posiadaniu piłki, dwukrotnie
Petrykowskiego starał się zaskoczyć Walaszczyk, jednak jego strzały były
mało precyzyjne. Wydawało się, że po zmianie stron gra nabierze
rumieńców. Nic z tych rzeczy. Typowy mecz walki w środkowej strefie
boiska. Od 60 min Resovia grała już tylko trzema obrońcami, stawiając na
atak, który jednak był bardzo chaotyczny. Resovia najlepszej okazji nie
wykorzystała w 56 min, kiedy to Walaszczyk starał się zakończyć
Petrykowskiego, natomiast w 84 min po podaniu Zielińskiego Biliński
przestrzelił z kilku metrów. Stal już w doliczonym czasie gry mogła
podwyższyć wynik, ale akcji Adranowicza nie wykończył żaden z kolegów.
|
|
Dziennik Polski |
|
Jak
padł gol
1-0 Z prawej strony
Reiman ograł Przybyłę, dośrodkował na 5. metr boiska. Piłka odbiła się
od Rajzera, trafiła pod nogi Jędryasa a ten nie namyślając się huknął w
samo okienko.
Maciej Huzarski (trener
Resovii): -
W takim meczu oczekuję od zawodników nadzwyczajnego zaangażowania, a moi
podopieczni grali co najwyżej na 90 procent swoich możliwości. O to mam
do nich trochę pretensji. Być może remis byłby wynikiem bardziej
sprawiedliwym. Stal po strzeleniu gola cofnęła się i grała na czas. Sam
Petrykowski "ukradł" pewnie z 12 minut, uklepując przy wybijaniu piłki
swoje pole bramkowe. Robiliśmy, co w naszej mocy, by odrobić straty, w
drugiej połowie graliśmy trzema napastnikami, ale pod bramką przeciwnika
nie byliśmy zbyt groźni. Beznadziejnie bite rzuty wolne i rożne? To
sprawa psychiki. Inaczej nie potrafię tego wytłumaczyć. Na treningach np.
Kamil Walaszczyk trafia do siatki z 30 metrów, a w meczu, będąc przed
bramkarzem, strzela anemicznie.
Maciej Biliński (Resovia):
To nie tak miało być. Niektórzy z nas wyszli na boisko przestraszeni,
zamiast ruszyć na rywala
od początku, czekaliśmy na to, co zrobi. Nie wiem, dlaczego tak się
stało, nie siedzę w głowach tych ludzi. Najłatwiej byłoby powiedzieć, że
sparaliżowała ich stawka meczu i kilkutysięczna publika...W drugiej
połowie postawiliśmy wszystko na jedną kartę, ale nie potrafiliśmy się
dłużej utrzymać przy piłce. Nie graliśmy tego, co umiemy. W ogóle,
dziwny był to mecz...
Marcin Pietryka (Resovia): Przegraliśmy trzeci mecz z rzędu, ale o
żadnym kryzysie nie może być mowy. Dobrze, że teraz
mamy tydzień wolnego. Odbudujemy się i pojedziemy do Dębicy po 3 punkty.
Stal wygrała, choć przez większą część meczu wybijała piłki. Jednemu z
rywali wyszedł strzał życia, myśmy nie potrafili się odgryźć i skończyło
się nieszczęśliwie. Szkoda, może gdybyśmy nie byli na początku meczu tak
ospali, wszystko potoczyłoby się inaczej?
Rafał Rajzer (Resovia): Nie tylko my słabo graliśmy, Stal też
niczego specjalnego nie pokazała. Obie drużyny walczyły,
jednak sytuacji stworzyły tyle, co kot napłakał. Ale trzeba się uderzyć
w pierś i spojrzeć prawdzie w oczy - to Stal była zespołem bardziej
zdeterminowanym. Gol był przedniej urody, lecz gdyby nie błędy moje i
Sławka Przybyły, pewnie nic złego by się nie wydarzyło. Pośliznąłem się
i nie zdołałem wybić wrzuconej w pole karne piłki. Jest mi przykro.
Zawiedliśmy naszych kibiców, którzy tak licznie stawili się na
stadionie.
Artur Zieliński (Resovia): Gdyby Sławek Przybyła zachował się jak należy i przerwał
akcję w odpowiednim momencie,
Stal nie zdobyłaby gola i mecz skończyłby się pewnie wynikiem 0-0. Ale w
derbach właśnie przypadek decyduje o sukcesie bądź porażce. Zgadzam się,
że brakowało w naszej grze agresji. Powinniśmy stłamsić przeciwnika,
tymczasem obudziliśmy się zbyt późno. Szło nam jak po grudzie, mimo, że
w drugiej połowie postawiliśmy na atak. Mało było gry bez piłki,
wychodzenia na pozycje. Ale mimo tych mankamentów, mogliśmy zremisować.
Maciek Biliński powinien podawać do Piotrka Mazurkiewicza, a nie
strzelać. Czy byłem rozczarowany tym, że usiadłem na ławce?
Niespecjalnie. To były moje ostatnie derby. Meczem z Wisłoką kończę
karierę. To decyzja nieodwołalna. Mam co robić, wytrzymam bez futbolu.
Jerzy Bogdanowicz (były piłkarz Resovii):
Te
mecze są inne od pozostałych spotkań ligowych. Trzy razy udało mi się w
nich zagrać i za każdym razem było to spore wydarzenie. Na trybunach
sporo ludzi, inna atmosfera niż teraz. Tak się złożyło, że zdobyłem w
pojedynkach derbowych dwie bramki i obie były istotne. Szczególnie
zapamiętałem mecz na Stali, bo udało mi się zdobyć zwycięskiego gola. W
tamtych czasach relacje pomiędzy piłkarzami były inne niż teraz. W Stali
grał Stefan Kawalec, z którym się "skumplowaliśmy". Później zresztą
graliśmy jeszcze razem w Resovii. Ostatnio przyleciał z Kanady i była
okazja powspominać stare, dobre czasy. Swoją drogą ciekawym jest, że ze
Stali do Resovii przeszła masa piłkarzy, a w drugą stronę już
zdecydowanie mniej. |
|
Dziennik Polski |
|
2007.10.24 | Puchar Polski - V runda Okręg
|
|
Jedność
Niechobrz - Resovia Rzeszów 1:2 (0:1)
65'
Bekierski - 40' Przybyła, 53'
Mazurkiewicz
Jedność: Ł. Kalandyk,
Pieniążek,
Nalepa, Warzybok (57' Baran), Wróbel, Wiercioch (59' Zyga), Kłeczek,
Madera, Lelek (46' Pietrucha), Grzebyk (46' Kucharzyk), Bekierski
Resovia: Król, Pydych,
Wojtowicz, Rajzer (46' M. Bogacz), Oślizło, Przybyła (46' Grabowski), Barłowski, Zieliński (46' Bąk), Jakubowski (46' Mita), Mazurkiewicz,
Rozborski
Sędzia: Łukasz Strzępek (Rzeszów)
Tradycją
już stał się fakt, ze w Pucharze Polski rzeszowskie "pasiaki" trafiły na
drużynę Jedności Niechobrz. Dzisiejszy mecz był trzecim, pucharowym spotkaniem Resovii
i Jedności w ostatnich latach. W trudnych warunkach pogodowych Resovia pokonała
gospodarzy 2-1 i tym samym awansowała do dalszego etapu rozgrywek Pucharu Polski.
Bramkę kontaktową dla gospodarzy strzelił wychowanek Resovii -
Grzegorz Bekierski. Bramki dla Resovii strzelili Przybyła, po
dośrodkowaniu Jakubowskiego i Mazurkiewicz. W drużynie Resovii bardzo
dobre spotkanie rozegrał Szymon Grabowski. Po jego podaniach kapitalne okazje do
strzelenia goli zmarnował Mazurkiewicz. W końcówce meczu blisko szczęścia na
wyrównanie był Madera.
| |
resoviacy.pl
|
|
2007.10.20 | Za wysokie progi
|
|
Resovia Rzeszów - Kolejarz Stróże 1:2
(1:0)
38' Hajduk - 54' Stefanik, 84' A.
Basta
Resovia:
Pietryka, Pydych
(83' Rajzer), Bogacz, Kozubek, Polak,
Jakubowski (65' Przybyła), Domoń, Zieliński (61' Bąk),
Walaszczyk (89' Oślizło), Biliński, Hajduk
Kolejarz: Pyskaty, A. Basta, Księżyc,
Prokop, Kalinowski, Drąg (81' D. Basta), Stafanik, Wieczorek,
Giesa
(89' Haftkowski),
Dudziński (70' Bałuszyński), Sierant
Sędzia: Albert Smalcerz (Tychy)
Widzów: 1100

foto: Łukasz Milewski, photohormone.com
Kolejarza
nie da się pokonać, grając dobrze przez zaledwie 45 minut. Na drugą
połowę meczu wyszła inna Resovia. Bojaźliwa, nie potrafiąca utrzymać się
przy piłce, pozbawiona lidera. Nie pomogły zmiany, bo Łukasz Bąk był
słabszy od Artura Zielińskiego, a Sławomir Przybyła niemal przewracał
się o własne nogi. Od bardziej dotkliwej porażki Resovię uchronił jej
bramkarz Marcin Pietryka, który w fantastyczny sposób obronił strzały
Adama Giesy w 59 i Jarosława Wieczorka (syna Ryszarda, trenera Górnika
Zabrze) w 72 minucie.
W I połowie goście strzelali na bramkę rzeszowian pięciokrotnie, lecz
ani razu celnie. Po zmianie stron poprawili celowniki - Pietryka uwijał
się jak w ukropie, a gole były kwestią czasu. Gospodarze bronili się
rozpaczliwie, wybijając piłki byle dalej od siebie. Stłamszeni pomocnicy
beniaminka biegali za rywalem zupełnie jak w treningowej grze w dziada,
więc o wyprowadzeniu kontrataków trzeba było zapomnieć. Tylko raz, w 78
minucie, Sebastian Hajduk postraszył Krzysztofa Pyskatego. Miał jednak
trudną pozycję i z woleja uderzył niecelnie. O bezradności gospodarzy
wiele mówi statystyka: resoviacy faulowali przeciwnika aż 25 razy.
A przecież po pierwszych 45 minutach "pasiaki" miały prawo marzyć o
utarciu nosa faworytowi. Zanim Hajduk wykończył koronkową akcję zespołu,
oglądaliśmy sprint Kamila Walaszczyka, a potem kapitalne zagranie
Macieja Bilińskiego do Hajduka. Napastnik Resovii nie wziął jednak
poprawki na doświadczenie Pyskatego, który wyszedł z bramki, skrócił kąt
i odbił piłkę nogą. W rewanżu dobrych okazji nie wykorzystali Robert
Drąg i Giesa.
Resovia nie przegrała z byle kim. Doprawdy, trzeba dużo złej woli, żeby
deprecjonować potencjał Kolejarza. W składzie rzeszowian nie ma
piłkarza, który grał kiedyś w ekstraklasie. Kolejarz ma ich 11!
(Krzysztof Pyskaty, Artur Prokop, Tomasz Księżyc, Robert Drąg, Marcin
Stefanik, Jarosław Wieczorek, Adam Giesa, Marcin Dudziński, Arkadiusz
Bałuszyński, Robert Sierant, Marcin Kiczyński). O byłych drugoligowcach
nie wspominając. |
|
Dziennik Polski |
|
Jak padły gole
1-0 Akcja jak z podręcznika. Zieliński podał do Bilińskiego, ten
uruchomił Walaszczyka, który ze skrzydła dograł do Jakubowskiego.
Pomocnik Resovii z 3 metrów trafił w Pyskatego, lecz do odbitej piłki
dopadł Hajduk i dopełnił formalności.
1-1 Dudziński przedarł się prawą stroną boiska i dośrodkował
niemal spod końcowej linii boiska. Tak precyzyjnie, że Stefanikowi
wystarczyło dołożyć głowę.
1-2 Po błędzie obrońców Resovii, Wieczorek strzelił z kilku
metrów, Pietryka instynktownie odbił piłkę w bok, dokładnie tam, gdzie
stał pozostawiony bez opieki D. Basta.
Maciej Huzarski (trener Resovii):
- Nawet po I połowie nie byłem zadowolony z naszej gry. Owszem, udało
się skontrować rywala, ale rzadko budowaliśmy akcje, wymieniając kilka
podań. Chłopcy walczyli dzielnie, lecz powiedzmy sobie otwarcie: Resovii
nie stać dziś na przeciwstawienie się tak doświadczonej drużynie, jaką
jest Kolejarz. Oni mają lepszych piłkarzy i bardziej wartościowych
zmienników. Artur Zieliński być może lepiej podawał, ale to Łukasz Bąk
dłużej potrafił przytrzymać piłkę. Zresztą, dajmy spokój indywidualnym
ocenom. Mecz przegrała cała drużyna i trenerzy.
Mirosław Hajdo (trener Kolejarza):
- Wymaga się od nas pięknej gry w każdym meczu, a to nie takie
proste. W zespole jest pełno nowych zawodników i musi upłynąć trochę
czasu, nim wszystkie tryby zaczną prawidłowo funkcjonować. Poza tym na
hasło "Kolejarz" rywale mobilizują się maksymalnie. W tym sezonie
jeszcze tak dobrze nie graliśmy, jak w II połowie meczu w Rzeszowie.
Resovia wysoko zawiesiła poprzeczkę, zdziwiłbym się, gdyby ta drużyna
nie znalazła się na koniec w górnej części tabeli.
Marcin
Pietryka (bramkarz Resovii):
- Trafiliśmy na zespół, który wiedział, co robić z piłką, świetnie
przy tym zorganizowany. Kolejarz umiejętnie skracał grę, a nam nie
udawało się wyjść z żadną kontrą. Większość akcji na połowie przeciwnika
kończyła się odgwizdaniem spalonego. Nie tak dawno wydawało się, że z
naszą grą w obronie jest coraz lepiej, ale ostatnie mecze obnażyły wiele
słabości. O porażce z Kolejarzem zadecydowały indywidualne błędy. Przy
pierwszym golu nie interweniowałem, bo nie miałem szans dojść do
posłanej "lobikiem" piłki. Witek Jakubowski, który stał obok Stefanika,
dostał futbolówkę za plecy i też nie miał pola manewru. Przy drugiej
bramce zabrakło asekuracji. Odbiłem piłkę w bok, tak jak powinienem, ale
napastnikowi gości nikt nie przeszkodził w oddaniu strzału. Już dawno
nie miałem tyle pracy. Mam nadzieję, że w derbach tak nie będzie. |
|
Dzienniik Polski |
|
2007.10.15 | Przed derbami Puchar Polski
|
|
W
V rundzie Pucharu Polski na szczeblu okręgowym Resovia zmierzy się z
drużyną Jedności Niechobrz. Wstępny termin spotkania zaplanowano na 24
października o godz. 15.00. Rywale Resovii zajmują aktualnie
przedostatnie (15) miejsce w klasie okręgowej- grupa Rzeszów. Z drużyną
z podrzeszowskiego Niechobrza spotkaliśmy się już w rozgrywkach Pucharu
Polski 16 listopada 2005 roku. Mecz zakończył się wynikiem Jedność -
Resovia 1:3 (bramki: Kruczek 5' 8', Woźny 85' (k)).
Rozlosowane pary Pucharu Polski:
Jedność Niechobrz - Resovia Rzeszów
Start Wola Mielecka - Stal Mielec
Rzemieślnik Pilzno - Igloopol Dębica
Górnovia Górno - Pogoń Leżajsk
Złotniczanka Złotniki - Wisłoka Dębica
Crasnovia Krasne - Stal Rzeszów
Zimovit Rzeszów\Grodziszczanka - Lechia Sędziszów
Elektrociepłownia Rzeszów- otrzymała wolny los.
|
|
resoviacy.pl
|
|
2007.10.13 | Fatalny mecz Resovii
|
|
Okocimski Brzesko - Resovia Rzeszów
4:0 (2:0)
3' Piotrowicz, 9' Karwat, 82' D.Policht, 90' Baruch
Okocimski: Kasprzycki, Stanula, D.Policht, Ogar,
Mateusz Wawryka, Karwat,
Kostecki (83' Kobylski), Metz, Bednarczyk, Matras (79' Ulas), Piotrowicz
(89' Baruch)
Resovia: Pietryka, Polak (46' Grabowski), Kozubek, Rajzer (46' Mita),
M.Bogacz, Przybyła, Walaszczyk, Domoń,
Jakubowski (46' Zieliński), Bąk, Biliński (75' Mazurkiewicz)
Sędzia: Tomasz
Sydor (Skierniewice)
Po
trzynastu latach Resovia znów została upokorzona przez Okocimskiego. W
1994 roku "pasiaki" spadały z II ligi i przegrały w Brzesku 0-3. W
tamtym meczu grali Marek Kramarz i Maciej Biliński. - Jak widać, to nie
jest dla nas szczęśliwe miejsce - kręcili głowami po zakończeniu
sobotniego spotkania.
Odkąd nogę złamał najlepszy strzelec "piwoszy" Rafał Policht, a Ireneusz
Gryboś wybrał cypryjskie słońce, w ataku Okocimskiego występuje pomocnik
Paweł Piotrowicz. Piłkarz ambitny, ale żaden wirtuoz. Trener gospodarzy
Zbigniew Kordela wystawia go w pierwszej linii tylko dlatego, że nie
znajduje dlań kontrkandydata. - Jednak po meczu z Resovią wątpliwości
odkładam na bok. Paweł grał jak z nut - stwierdził z odrobiną sarkazmu
szkoleniowiec Okocimskiego. Sam Piotrowicz nie wierzył w swoje
szczęście. Nie obchodził urodzin ani imienin, a mimo to otrzymał od
rzeszowian kilka prezentów. Z pierwszym już po 180 sekundach pospieszyli
obrońcy gości oraz bramkarz Marcin Pietryka, który nie mógł się
zdecydować, czy skrócić kąt, czy zostać na linii. W efekcie fałszywy
napastnik biało-zielonych strzelił tuż przy słupku. W 7 minucie Pietryka
zrewanżował się rywalowi, w świetnym stylu broniąc w sytuacji sam na
sam, a dziesięć minut później Piotrowicz składał się do strzału tak
ociężale, że Rafał Rajzer zdążył zażegnać niebezpieczeństwo.
Resoviacy wyszli na boisko jak za karę. Obrońcy grali tak, jakby nigdy
wcześniej się nie spotkali i jakby żaden z nich nie słyszał o asekuracji
i spalonych. Zagrywane z głębi pola prostopadłe podania do Piotrowicza i
Dariusza Karwata siały w szeregach rzeszowian popłoch. Golem śmierdziało
już w pierwszej akcji Okocimskiego, ale beniaminek zlekceważył
ostrzeżenie. Nie wstrząsnęły nim nawet dwie szybko stracone bramki.
Spali nie tylko obrońcy. Pomocnicy nie potrafili wymienić między sobą
dwóch-trzech podań, całkowicie bezproduktywni byli dwaj skrzydłowi:
Witold Jakubowski i Sławomir Przybyła. Ten drugi jest młodzieżowcem i
spędził na boisku 90 minut tylko dlatego, że nie było dla niego
zmiennika. Napastnik Maciej Biliński cofał się po piłkę aż pod środkową
linię, lecz w pojedynkę niewiele mógł zdziałać. Brak Sebastiana Hajduka
(kartki) był bardzo widoczny, bo partnerujący "Bilowi" Łukasz Bąk niemal
cały mecz przeczłapał w jednym tempie.
To cud, że "pasiaki" nie schodziły na przerwę z bagażem kilku goli. Na
szczęście dla nich, instynktu snajperskiego zabrakło nie tylko
Piotrowiczowi, ale i Karwatowi.
Trener Maciej Huzarski nie miał wyboru i w II połowie postawił wszystko
na jedną kartę. Trzy zmiany dokonane w przerwie poprawiły jakość gry
rzeszowian w ataku, ale korzyści nie przyniosły. W końcówce gościom
przyszło zapłacić za ultraofensywne ustawienie, choć gdyby nie
indywidualne błędy, wynik byłby znośniejszy.
|
|
Dziennik Polski |
|
Zbigniew Kordela
(Okocimski):
- Nie wiem, co sądzić o tej lidze. Czy to my jesteśmy tacy mocni, czy
Resovia taka słaba? Tydzień temu w Biłgoraju nie mieliśmy nic do
powiedzenia, teraz zbiliśmy zespół, który nie przegrał od pięciu
kolejek. Nie pozwoliliśmy rzeszowianom na nic. Graliśmy agresywnie,
pressingiem na całym boisku. Goście byli totalnie zaskoczeni, choć też
sami są sobie winni. Myśleli chyba, że w Brzesku będzie "lajtowo"...
Maciej Huzarski (Resovia):
-
Moi piłkarze wyszli na boisko jak na trening. Jeden spoglądał na
drugiego, nie było komu przeciąć podania, krzyknąć, zmotywować kolegów.
Żaden z nich nie miał pretensji do siebie, lecz winę zrzucał na
partnera. A to niedopuszczalne! Pierwsza połowa to dramat. Obrońcy mieli
zwrócić uwagę na Piotrowicza, ale nie posłuchali moich rad. Facet mógł
strzelić nie jedną, a cztery bramki! Po przerwie postawiliśmy wszystko
na jedną kartę, dominowaliśmy, ale kiedy gol kontaktowy wisiał w
powietrzu, Pietryka popełnił błąd, który odebrał nam nadzieję. Ta
porażka to zimny prysznic dla piłkarzy, kibiców i tych wszystkich,
którzy widzieli w nas czarnego konia.
Rozmowa z
Rafałem Rajzerem, obrońcą Resovii
-
Co się stało z solidną ostatnio obroną Resovii?
- Nie wiem, co powiedzieć. Zanim się obejrzeliśmy, było 2-0 dla
Okocimskiego, a gdyby gospodarze wykorzystali wszystkie sytuacje,
jeszcze przed przerwą ponieślibyśmy prawdziwą klęskę. Ogarnęła nas jakaś
niewytłumaczalna niemoc, źle się ustawialiśmy, byliśmy ospali. Istny
koszmar.
- Jakie były założenia przed meczem?
- Znaliśmy silne i słabe strony rywala. Mieliśmy pilnować
poszczególnych ludzi, ale nie wypełniliśmy choćby minimum zadań. Nie
szukamy żadnych usprawiedliwień, winę bierzemy na swoje barki. Mecz
zawalili defensorzy do spółki z bramkarzem.
- Zimny prysznic dobrze wam zrobi?
- Po klęsce w Biłgoraju zagraliśmy bardzo dobry mecz z Górnikiem
Łęczna, a potem zaczęła się nasza wspaniała seria zwycięstw. Mam
nadzieję, że teraz będzie podobnie.
- Po takim meczu część z was może stracić miejsce w składzie.
- Każdy z nas jest zagrożony, także pomocnicy. W tym tygodniu na
treningach rozgorzeje walka o miejsce w "jedenastce", ale cokolwiek się
stanie, wiem jedno: z Kolejarzem i na derbach znów będziemy sobą. Jestem
przekonany, że 0-4 z Okocimskim to klasyczna wpadka przy pracy.
|
|
Dziennik Polski |
|
2007.10.06 | Remis z KSZO
|
|
Resovia Rzeszów - KSZO Ostrowiec Św.
1:1 (0:0)
81'
Biliński - 80' Żelazowski
Resovia:
Pietryka, Polak, Rajzer, Kozubek, Bogacz, Przybyła (66' Pydych), Domoń,
Bąk (69' Zieliński), Jakubowski (75' Grabowski), Biliński
(85' Oślizło), Hajduk
KSZO: Kwapisz, Pawłowski, Woropajew, Kardas, Matuszczyk, Mikołajek, Dziewulski, Kotwa, Frańczak, Pietrzak (75' Madeja),
Żelazowski (90' Ryński)
Sędzia: Andrzej Mrowiec (Kraków) Widzów: 1200
Resoviacy
w pojedynku z KSZO mogli już do przerwy zapewnić sobie zwycięstwo.
Nastawieni nieco defensywnie gospodarze raz za razem kontrowali
przyjezdnych, ale żadna z kilku dobrych sytuacji nie zakończyła się
golem. Sam Maciej Biliński mógł trzykrotnie wpisać się na listę
strzelców, ale dwukrotnie przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem
gości, a raz nie trafił z bliska do pustej bramki.
Po zmianie stron goście systematycznie uzyskiwali przewagę nad Resovią.
Udokumentowali to jednak dopiero w 80. minucie, gdy Tomasz Żelazowski
pokonał Marcina Pietrykę. Na szczęście - dla kibiców miejscowych -
gospodarze szybko wyrównali. Po rzucie wolnym, wykonywanym przez Artura
Zielińskiego, Biliński przełamał wreszcie niemoc i trafił do siatki. W
samej końcówce meczu szansę na zapewnienie resoviakom trzech punktów
miał Sebastian Hajduk, ale został sfaulowany przed polem karnym, a
Matuszczyk za ten faul otrzymał czerwoną kartkę. Rzut wolny wykonywany
przez Zielińskiego, wylądował jednak w murze gości.
Maciej Huzarski
(trener Resovii): Zagraliśmy pierwszą
połowę może nie bardzo widowiskowo, ale konsekwentnie i uważam, że
chłopcy zrealizowali wszelkie założenia. Uczulałem moich zawodników,
szczególnie na stałe fragmenty gry, bo z 17 bramek aż 9 bramek zdobytych
zostało głową po stałych fragmentach gry. Niestety, my też straciliśmy
gola praktycznie po stałym fragmencie gry. W pierwszej połowie założenia
zostały zrealizowane w 100 procentach, dla gości był jeden rzut wolny i
jeden rzut rożny, bo my zagraliśmy w defensywie nieźle i próbowaliśmy
kontratakować. Szkoda, że przynajmniej jedna sytuacja nie zakończyła się
bramką, ale taki jest sport i nie zawsze to się udaje. Druga połowa
pokazała, co się dzieje, gdy obrońcy nie skracają pola gry. Widać było
wyraźnie, że z jednej strony brakło trochę sił, a z drugiej strony
konsekwencji. Po wybiciu piłki do przodu obrona nie skróciła szybko pola
i konsekwencją była strata bramki. Po tym wybiciu można było szybko
skrócić pole i dwóch zawodników zostałoby na pozycji spalonej. Niestety,
w głowach i w nogach było już nie tak, jak trzeba i należy przyznać, że
oddaliśmy w drugiej połowie przynajmniej na pół godziny pole gościom.
Cieszę się bardzo, że po raz kolejny mimo, że przegrywaliśmy, to
zdołaliśmy strzelić wyrównującą bramkę. Szkoda, że w 90 minucie Hajduk
nie miał szans oddać strzału. Nie wiadomo, czy strzeliłby gola, ale nie
miał na to szans. Skończyło się remisowo i moim skromnym zdaniem wynik
jest sprawiedliwy. Nigdy jednak nie jestem zadowolony z innego wyniku,
niż nasze zwycięstwo. Cieszą mnie tylko i wyłącznie trzy punkty,
natomiast doceniam klasę rywala i każdy punkcik należy uszanować.
Przegrywaliśmy grając lepiej, tak więc szanujemy ten punkt, cieszymy się
z niego, ale zadowolony byłbym tylko i wyłącznie z trzech punktów.
Łukasz Matuszczyk (obrońca KSZO):
Przy mojej czerwonej
kartce była to akcja sytuacyjna jeden na jeden. Musiałem coś zrobić,
trafiłem Hajduka w nogi i dostałem czerwoną kartkę. Za dużo cofnęliśmy
się w pierwszej połowie, źle graliśmy, ale w drugiej połowie to my
przeważaliśmy.
Jakub Woropajew (obrońca KSZO): W pierwszej połowie zagraliśmy
bardzo słabo, Resovia postawiła trudne warunki, dobrze skracała pole
gry. W drugiej połowie to my dominowaliśmy na boisku, strzeliliśmy gola
na 1-0 po stałym fragmencie gry. Szkoda, odechciewa się grania, gdy przy
prowadzeniu traci się szybko bramkę. Jakbyśmy przegrywali i wyrównali,
to byłaby radość, a tak to jest niezadowolenie i smutek. Można
stwierdzić, że Resovia jest dobrą drużyną i naprawdę życzę im sukcesów,
bo dobrze grają w piłkę.
|
|
Dziennik Polski |
|
|