|
|
|
2006.11.08 | Grad bramek w Mielcu
|
|
Stal Mielec - Resovia Rzeszów 3:3 (2:1)
1-0 Kamiński
30', 1-1 B. Bogacz 35', 2-1 M. Leśniowski 37', 2-2 Domoń 53', 3-2
Kamiński 79', 3-3 B. Bogacz 90'
Stal: G. Witkowski, Pydych (70' Getinger),
Kosowicz, Czarny, Marszałek, Tylutki (84' Kędzior), Ryniewicz, Jędryka,
Fryc (62' Skiba), M. Leśniowski (84' Popielarz), Kamiński
Resovia: Pietryka, Mita (85' Kiełbasa), Wójtowicz, M. Bogacz, W. Jakubowski, Zieliński (55' Szydełko), Grabowski
(65' Dziwisz), Domoń, Przybyła,
Biliński, B. Bogacz
Sędzia: Arkadiusz Kuczaj z Dębicy
/mecz bez udziału publiczności/
Pojedynek
czołowych zespołów IV ligi bardziej przypominał stypę, aniżeli pojedynek
ligowy. Piłkarze rywalizować bowiem musieli przy pustych trybunach.
Mieleccy działacze chcąc uniknąć przyjazdu krewkich fanów Resovii
postanowili zamknąć stadion zarówno dla nich jak i swoich sympatyków. -
Szkoda, że w takich warunkach przyszło nam grać - powiedział Maciej
Huzarski, trener Resovii. - Myślę jednak, że winni są temu szalikowcy
obydwu klubów, którzy do spokojnych nie należą. Stracili przez nich
normalni kibice, bo mecz był ciekawym widowiskiem.
Nie wiadomo jak na poczynania piłkarzy wpłynął
fakt gry na pustym stadionie, ale obydwa zespoły od początku
prezentowały się przeciętnie. Owszem z mniejszym lub większym
powodzeniem starały się grać piłką, ale efekt tych działań był żaden.
Pierwszy cel strzał trzeba było czekać ponad 20 min, gdy Domoń przerwał
ogólną niemoc i kopnął futbolówkę w stronę bramki Stali, tyle że było to
niecelne uderzenie. O to by, coś zaczęło się dziać w tym meczu zadbali
obrońcy Resovii, która od początku spotkania dominowała na boisku. W 31.
min po centrze Kamila Tylutkiego, Jarosław Mita jak na tacy wyłożył
piłkę Piotrowi Kamińskiemu. Napastnik Stali zdecydował się na strzał z
woleja i zdobył chyba najładniejszą bramkę w karierze. Resovia widząc,
że to nie przelewki skończyła kombinować i zagrała kilka prostych akcji.
W 35. min lewym skrzydłem popędził samotnie Maciej Biliński.
Rzeszowianin miał tyle czasu, że dokładnie zacentrował na głowę
wbiegającego w pole karnych gospodarzy Bartłomieja Bogacza. Napastnik
Resovii po prostu nie mógł się pomylić i skierował piłkę do bramki
Stali. Minutę później mielczanie zadali kolejny cios. Znów Tylutki
popisał się ładnym crossem na lewą stronę pola karnego gości. Lecącą
piłkę zlekceważył Mita, któremu zza pleców wyskoczył Mateusz Leśniowski.
Filigranowy zawodnik uderzył w długi róg i Pietryce pozostało wyciągnąć
piłkę z bramki. Po zmianie stron Resovia dosłownie rzuciła się na
rywala. Bramka dla gości była kwestią czasu i rzeczywiście padła dość
szybko. Jej autorem był Konrad Domoń, który w zamieszaniu powstałym pod
bramką rywala nie dał się przepchnąć rywalom i z najbliższej odległości
wpakował piłkę do bramki gospodarzy. Goście jednak nie umieli wyciągnąć
wniosków z wcześniej popełnionych błędów. Mita po raz kolejny dał się
oszukać Leśniowskiemu, który wygrał pojedynek biegowy z rywalem i płasko
dośrodkował w pole karne. Kamiński uprzedził Pietrykę i Stal wyszła na
prowadzenie. To oczywiście nie mógł być koniec emocji, bo gości porażka
absolutnie urządzała. Mielczanie w końcówce gonili już resztkami sił i
coraz częściej zaczęli popełniać proste błędy. Wynikały one jednak nie
ze zmęczenia, ale z braku doświadczenia. Coś może o tym powiedzieć
młodziutki Getinger, który w końcówce meczu podał do Bartłomieja
Bogacza. Napastnik Resovii nie namyślając się wiele zdecydował się
uderzyć nad wysuniętym Witkowskim i było to dobre rozwiązanie. Ostatnim
akordem tego emocjonującego spotkania była czerwona kartka dla Dziwisz,
który otrzymał ją za krytykowanie orzeczeń arbitra.
Włodzimierz Gąsior
(Stal): - Nie jestem zadowolony z końcowego rezultatu. Brakowało
naprawdę niewiele, żebyśmy prowadzenie dowieźli do końca. Trzeba jednak
oddać przeciwnikowi, że dobrze grali w ofensywie. Doświadczeni zawodnicy
stworzyli sporo sytuacji, my natomiast ustawiliśmy się na typową kontrę.
Strzeliliśmy ładne bramki, mecz był emocjonujący. Szkoda, że nie było
kibiców na tym spotkaniu.
Maciej
Huzarski (Resovia):
- Bardzo
chcieliśmy zostać liderami po rundzie jesiennej. Nie udało się, gdyż w
pierwszej połowie zagraliśmy zbyt nerwowo. W przerwie musiałem ponownie
wstrząsnąć zespołem. W drugiej części dominowaliśmy, natomiast Stal
bardzo groźnie kontratakowała. Nie jestem zadowolony z wyniku, bo
spodziewałem się, że moi bardziej doświadczeni zawodnicy wygrają z
mielecką młodzieżą.
| |
resoviacy.pl |
|
2006.11.04 | Jak po grudzie
|
|
Resovia Rzeszów - Żurawianka Żurawica 2:1 (1:1)
1:0 Bąk (s) 8', 1:1 Kot 43', 2:1 Kozubek 91'
Resovia: Pietryka, Mita, Kozubek, M. Bogacz, W. Jakubowski, Grabowski (60' Szydełko), Domoń, Zieliński, Przybyła, Biliński (60'
Dziwisz), B. Bogacz
Żurawianka: Horodecki,
P. Jakubowski, Załoga, Ł. Bąk, Gorczyca, Tyrawski, Habaj, Harłacz (85' M. Bąk),
Pankiewicz, Kot (90' Gierczak), Hajduk.
Sędzia: Krzysztof Bomba z Mielca
Była ostatnia, bodaj
czwarta minuta doliczonego czasu gry. Rzut wolny na 18 metrze od
bramki Żurawianki wykonywał Artur Zieliński, rosły Wiesław Kozubek
opuścił obronę i zawędrował pod pole karne gości. Za moment wyskoczył
w górę, uderzył piłkę głową i utonął w objęciach kolegów. Resovia
urwała się ze stryczka, wygrała jedenasty raz w rundzie i ciągle jest
liderem.
"Głosuj na Witolda Walawendra, kandydata do Rady Miasta Rzeszowa" -
głosiły napisy na żółtych koszulkach, w których wybiegli na boisko
piłkarze Resovii. Popularnego "Walka" wspierał też mistrz piruetów na
rowerze Krystian Herba, prezentujący trikke - trzykołowy pojazd, który
na zachodzie Europy zrobił już prawdziwą furorę. W wyborach
samorządowych startuje jeszcze kilku innych działaczy piłkarskich
"pasiaków", więc serwowaną gratis gorącą kiełbaskę kibice żartobliwie
ochrzcili mianem wyborczej.
Atmosfera na trybunach, mimo sypiącego nieustannie śniegu i
temperatury bliskiej zeru, była nad wyraz radosna. Gdy gospodarze
szybko objęli prowadzenie, chyba żaden z kibiców nie spodziewał się,
iż w drugiej połowie emocje sięgną zenitu.
Żurawianka wyrównała krótko przed przerwą i gol jej się należał.
Goście szybciej uporządkowali szyki i łatwiej przystosowali się do
ciężkich warunków. Mimo tego w 44 minucie Resovia mogła strzelić
drugiego gola, jednak Bartłomiej Bogacz kopnął piłkę tam, gdzie stał
Andrzej Horodecki.
W drugiej połowie zmieniono futbolówkę na czerwoną, zmienił się też
obraz gry. Gospodarze zepchnęli rywala do obrony i długimi okresami
wręcz oblegali jego bramkę. Nic z tego jednak nie wynikało, bo uparli
się, że gola zdobędą po koronkowej akcji. Nikomu nie przyszło do
głowy, iż w takich warunkach, przy zapadających ciemnościach, należy
po prostu strzelać w światło bramki. Do dramatycznych wydarzeń w
końcówce nie musiało jednak dojść. W 60 minucie resoviacy
przeprowadzili najładniejszą akcję meczu: Szymon Grabowski podał na
skrzydło do Kozubka, ten dośrodkował na pole karne Żurawianki, ale
Sławomir Przybyła z dwóch metrów huknął Panu Bogu w okno.
Jak padły gole
1-0 Z rogu dośrodkowywał Witold Jakubowski, a piłkę głową do własnej
bramki wpakował Łukasz Bąk.
1-1 Paweł Załoga mocno zacentrował z wolnego na pole karne Resovii.
Marcin Pietryka i obrońcy nie wiedzieli, jak wybić piłkę, ta trafiła
na głowę Andrzeja Kota, który z prezentu skorzystał.
2-1 Artur Zieliński zagrał z wolnego, najwyżej w górę wyskoczył
Wiesław Kozubek i strzałem głową z kilku metrów pokonał Andrzeja
Horodeckiego.
Trzy pytania do Szymona Grabowskiego, pomocnika Resovii
- Ostatnie minuty meczu oglądał Pan z trybun. Bardzo się Pan
denerwował?
- Znacznie bardziej, niż wtedy, gdy przebywałem na boisku. Staliśmy z
Maćkiem Bilińskim i po cichu liczyliśmy, że chłopaki jednak trafią do
siatki. Gdy Artur Zieliński szykował się do dośrodkowania z wolnego,
intuicja mówiła mi, iż to będzie akcja na wagę 3 punktów.
- Po godzinie trener zdjął Pana z boiska, a później, na konferencji
prasowej, przyznał, że popełnił błąd. Zastępujący Pana Szymon Szydełko
nie rozruszał prawego skrzydła.
- Szanuję decyzje trenera. Nie czułem się pokrzywdzony z powodu tego,
że opuściłem plac gry.
- Wierzył Pan, że runda jesienna będzie należała do Resovii?
- Trenerzy przekonywali nas, iż nie stoimy na straconej pozycji i nie
musimy czuć się słabsi od innych. Wbijali do głów, że jesteśmy w
stanie tworzyć zespół groźny dla każdego, ale myśmy te słowa
traktowali trochę z przymrużeniem oka. Dzisiaj widać, kto miał rację,
a ja wiem, że mamy dużą szansę na awans do trzeciej ligi.
Wiesława Kozubka gol dla trenerów:
Rosły obrońca Resovii do szatni schodził śmiejąc się od ucha do ucha i
słuchając komplementów od rozentuzjazmowanych kibiców. - Strzeliłem
najważniejszego gola, odkąd gram w piłkę. Dedykuję go trenerom
Huzarskiemu i Kramarzowi. Dlaczego im? Bo dobrze mi się z nimi żyje.
Wierzyli we mnie, nawet jak miałem pewne kłopoty. Cieszę się, że
mogłem się odwdzięczyć za okazane mi zaufanie - mówił krótko po tym,
jak został bohaterem meczu. - Ciężko się grało w takich warunkach,
choć ja lubię mokre boiska i nie narzekałem. Żałuję jedynie żółtej
kartki, przez którą nie zagram w meczu ze Stalą Mielec - zakończył.
| |
resoviacy.pl |
|
Pogoń Leżajsk - Resovia Rzeszów 1:1 (0:0)
Dejnaka 66', Przybyła 69'
Pogoń:
Nalepa, Kaznecki, Rogala, Pazdan, Siek, Bujniak, Błotni, Serafin, Lach (30'
Kaszowski), Danielak, Dejnaka
Resovia: Pietryka, Mita, Kozubek, M. Bogacz, Jakubowski,
Grabowski (Kiełbasa 81'), Zieliński, Domoń, Szydełko
(65' Przybyła), B. Bogacz, Dziwisz (67' Biliński)
Sędzia: Gerard Żurawski (Mielec).
Widzów 300 (100 z Rzeszowa)
Pojedynek
rzeszowskiego lidera w Leżajsku rozgrzał widownię dopiero po przerwie.
W pierwszych 45-ciu minutach ciekawych akcji było jak na lekarstwo. W
36. min występujący na środku obrony Pogoni, Andrzej Danielak
nieprzepisowo zatrzymał przed własnym polem karnym Macieja Dziwisza.
Arbiter podyktował za to zagranie piłkarza gospodarzy rzut wolny.
Wykonując ten stały fragment gry Artur Zieliński trafił w jednego z
obrońców z Leżajska. Wart odnotowania jest jescze rajd Macieja
Dziwisza (40. min), który przestrzelił kończąc akcję.
W 64. Min Andrzej Błotni dośrodkowywał z
wolnego (ok. 30 m) - do piłki dobiegł Jacek Bujniak, ale skierował ją
wprost w ręce bramkarza Resovii, Marcina Pietryki. 120 sekund później
rezerwowy gracz gospodarzy, Arkadiusz Kaszowski z prawej strony zagrał
na przeciwległą do wychodzącego na czystą pozycję Sławomira Dejnaki.
Napastnik Pogoni znalazł się tuz przed Pietryką i precyzyjnym, płaskim
strzałem pokonał golikpera przyjezdnych.
W 68. min prawą stroną boiska pobiegł Witold
Jakubowski, ale finalizując akcję wyraźnie przestrzelił. W tej samej
minucie po kontrataku Jacek Bujniak przegrał pojedynek sam na sam z
Pietryką. Goście wyrównali w 69. min; centrował z prawej strony Szymon
Grabowski, do piłki wyskoczył rezerwowy piłkarz Resovii, Sławomir
Przybyła i precyzyjnym strzałem głową zmusił do kapitulacji Grzegorza
Nalepę.
W 72. min w wyskoku zderzyli się głowami Jacek
Bujniak z Pogoni i rzeszowianin Szymon Grabowski. Obaj musieli opuścić
plac gry. ''Grabek'' w siatce ochronnej na rozciętej głowie musiał
karetką pogotowia udać się do leżajskiego szpitala. W końcówce
dwukrotnie Bartłomiej Bogacz (77. i 79. min) próbował jeszcze
przechylić szalę wygranej na korzyść Resovii. Dwukrotnie jednak nie
trafił w światło bramki Pogoni.
| |
resoviacy.pl |
|
2006.10.25 | Puchar Polski - Okręg
|
|
Izolator
Boguchwała- Resovia Rzeszów 6:3 (2-1,
3-3)
0-1 Kozubek
(12'), 1-1 Walat (16'), 2-1 Porada (21'), 2-2 Dziwisz (47'), 2-3
Przybyła (55'), 3-3 Dragan (62'), 4-3 Szpond (97' (k)), 5-3 Karwat
(111'), 6-3 Pańczak (113')
Izolator: Jankowski, Kopiec (60' Pańczak), Łyszczak, Sierżęga,
Szpond, Gajdek (46' Karwat), Cupryś (96' Bosek), Walat (60' Burak),
Domin, Porada, Dragan
Resovia: Szyszko' Wojtowicz, Kozubek (46' M. Bogacz),
Pietrucha, Jakubowski (46' Mita), Smężeń, Barłowski, Szalacha,
Biliński (46' Dziwisz), Grabowski (46' Przybyła),
Kiełbasa.
Sędzia: Robert Kubas (Rzeszów)
W
62. minucie spotkania w starciu z Jakubem Draganem, broniący
rzeszowskiej bramki Mateusz Szyszko doznał kontuzji, która
wyeliminowała go z dalszej gry. A, że trener rzeszowskiej ekipy,
Maciej Huzarski, już wcześniej wykorzystał limit zmian pomiędzy
słupkami stanąć więc musiał jeden z graczy z pola. Wybór padł na
Andrzeja Wojtowicza. Wydawało się więc, że mając przewagę jednego
zawodnika Izolator szybko rozstrzygnie losy tego spotkania na własną
korzyść w regulaminowym czasie gry. Tym bardziej, że po godzinie gry
remisował z Resovią 3-3. Nic z tych rzeczy. Poczynania miejscowych
przypominały przysłowiowe bicie głową w mur. Podopieczni trenera
Stanisława Skiby pudłowali aż strach. O tym kto awansuje do dalszych
pucharowych gier musiała więc zadecydować dogrywka. W tej choć
miejscowi nie pokazali nic wielkiego zaaplikowali Resovii trzy bramki.
Sygnał do ataku dał Krzysztof Szpond, który pewnie wykorzystał rzut
karny podyktowany za faul na Krzysztofie Dominie. Cztery minuty
później do rzeszowskiej bramki trafił Bartosz Karwat, a wynik tego
marnego widowiska piłkarskiego ustalił Rafał Pańczak. |
|
resoviacy.pl |
|
2006.10.24 | Miasto przekazuje teren Resovii
|
|
Sporo emocji wywołał temat
inwestycji Resovia Park przy al. Witosa, w ramach której miałyby
powstać kryte lodowisko, duża galeria handlowa, aquapark, multikino i
hotel oraz hala łuczniczo-piłkarska. Radni mieli zadecydować o
przystąpieniu do zmiany studium zagospodarowania, które ma uwzględniać
m. in. możliwość powstania tam obiektu handlowego o powierzchni
powyżej 2 tys. m kw. Obyło się bez większych kłótni.
Więcej emocji było przy drugiej uchwale związanej z Resovia Park.
Inwestor - CWKS Resovia, zwrócił się bowiem do miasta z prośbą o
nieodpłatne użyczenie miejskiej części terenu przy Witosa (znajduje
się tam lodowisko) pod planowaną inwestycję. - Jest to jeden z wymogów
zewnętrznego inwestora, z którym współpracujemy - mówił senator
Aleksander Bentkowski, prezes CWKS Resovia. Radni prawicy mieli sporo
wątpliwości. - Ten projekt widzimy po raz pierwszy i już musimy
głosować. Mamy za mało czasu, aby sprawę przemyśleć - mówiła radna
Dzierżak. Janusz Ramski (LPR) dopytywał natomiast, czy przy okazji
powstania tej inwestycji planowane są w rejonie al. Witosa i ul.
Wyspiańskiego jakieś inwestycje drogowe, które usprawnią komunikację w
tej części miasta. Urzędnicy uspokoili Ramskiego deklaracją, że teren
zostanie objęty planem zagospodarowania, w którym ujęte będą także nowe
rozwiązania komunikacyjne. Ostatecznie radni zadecydowali o przekazaniu działki
(ponad 2 ha) klubowi na 40 lat, z zastrzeżeniem, że jeśli nowy właściciel nie
przedstawi w ciągu dwóch lat gwarancji, że na miejskiej działce nie powstanie
kryte lodowisko, to teren powróci do dawnego właściciela.
|
|
Super Nowości |
|
|